10 zaskakujących rzeczy w Polsce

Jest to tekst, który powstał po moich trzytygodniowych wakacjach w Polsce. Proszę, nie traktuj go osobiście. Jest to moje subiektywne zestawienie, czyli osoby, która od kilku lat mieszka w USA, która regularnie przylatuje do Polski, i która z wielką ochotą obserwuje i porównuje zjawiska oraz rzeczy w obu krajach. Jakiś czas temu zrobiłam listę 10 dziwnych rzeczy w USA – jeśli nie znasz, przeczytaj koniecznie klikając w podświetlony tekst.
Teraz czas na to, co zaskoczyło mnie nad Wisłą.

1. Brak możliwości zapłacenia kartą w ulicznym parkomacie

Na początku muszę zaznaczyć, że nie wiem czy tak jest w całej Polsce. Tak jest w Szczecinie. Pytałam też znajomych i mówili, że ogólnie zapłacić kartą w parkomacie nie można (choć jest opcja przez aplikację).  Halo. W dzisiejszych czasach? Naprawdę każdy powinien mieć bilon w kieszeniach? Owszem, w USA ciągle można znaleźć jeszcze parkomaty wyłącznie na monety, ale to są jakieś pozostałości po dawnych czasach. Czyli pochodzą raczej z okresu, gdy w Polsce nikt nie pobierał opłat za parkowanie.



2. Ograniczone możliwości usług przez telefon

Z jednej strony w Polsce rządzą tak samo jak w USA doprowadzające do szału automaty, które zmuszają Cię do wysłuchania całego menu, podczas gdy Ty chcesz rozmawiać z żywym człowiekiem. Musisz tak samo stracić mnóstwo czasu zanim uda Ci się połączyć z kimś z krwi i kości. Ale okazuje się, że jak już się połączysz, to „ja tego przez telefon pani podać nie mogę” lub „tego przez telefon zrobić nie można”. To jest frustrujące. W USA dla odmiany wszystko załatwia się przez telefon.

3. Mc Donald’s powalający wyglądem i nowoczesnością

Mój Boże! Restauracje Mc Donald’s w Polsce są piękne i nowoczesne. Amerykańskie wołają najczęściej o pomstę do nieba. Zdarzy się czasem wyremontowany rodzynek, ale ogólnie rzecz biorąc w USA są to stare bary z dawnych lat. No i menu – a uściślając kącik Mc Cafe – jest w Polsce o niebo lepszy niż w Ameryce. Biszkoptu z bitą śmietaną, truskawkami i galaretką albo ciasta z borówkami i białą czekoladą to nie zobaczysz w Stanach Zjednoczonych. Polski Mc Donald’s wygląda sto razy lepiej niż amerykański. Pan X, który kupił sobie big maca na lotnisku w Amsterdamie stwierdził też, że był zdecydowanie mniejszy niż w USA.

4. Ilość reklam medycznych

Zastanawiam się czy jest ich więcej w Polsce czy w USA. I tu i tu jest ich zatrzęsienie. Różnica polega na tym, że w Polsce reklamowane są preparaty bez recepty, suplementy, cudowne środki na włosy, cerę, zatwardzenie i ziołowe cuda na potencję, natomiast w Stanach Zjednoczonych emitowane są reklamy z lekami na receptę, reklamują się także szpitale i kliniki medyczne specjalizujące się na przykład w leczeniu nowotworów albo niepłodności. Mało tego, reklamowane są również poszczególne procedury medyczne, na przykład laserowe leczenie bólu kręgosłupa w konkretnej placówce medycznej. W Polsce miałam wrażenie, że zatwardzenie to największy problem Polaków, tyle słyszałam reklam w radiu na tę przypadłość 😉

5. Palenie papierosów na ulicach

Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy widziałam ostatni raz w USA kogoś, kto szedłby ulicą i palił. Serio. W Polsce widziałam sporo palących osób, z resztą niedopałki leżące na chodnikach mówią również same za siebie. Nie twierdzę, że Amerykanie nie palą papierosów.  W USA obowiązuje jednak tak wiele ograniczeń, że jeśli Amerykanie palą, to gdzieś w zaciszu własnych domów (bo często w parkach, przestrzeni publicznej również palić nie można, o restauracjach, barach i kawiarniach nawet nie wspominam). Jeszcze kilka lat temu, kupując ubezpieczenie zdrowotne odpowiadało się na masę pytań dotyczących stanu zdrowia. Palacz zawsze jest w grupie podwyższonego ryzyka. Była to więc podstawa do wyższej stawki za ubezpieczenie. Firma mogła również odmówić ubezpieczania palaczowi, zwłaszcza starszemu. Obecnie tego typu formularzy już się nie wypełnia. Zmieniła to wprowadzona za czasów Baracka Obamy reforma ubezpieczeń zdrowotnych. Na pewno tego typu działania zniechęciły wiele osób do sięgania po tytoń lub zachęciły do zerwania z nałogiem. Ogólnie rzecz biorąc na amerykańskiej ulicy można odnieść wrażenie, że w USA się nie pali.

6. Sposób pełnienia warty honorowej

Nie wiem, czy zwróciłabym na to uwagę, gdybym nie mieszkała w USA. Ale w związku z tym, że uczestniczyłam kilka razy w uroczystościach przy Grobie Nieznanego Żołnierza na Cmentarzu Narodowym w Arlington, rzucił mi się w oczy sposób pełnienia warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Otóż podstawowa różnica jest taka, że amerykańscy żołnierze nie rozglądają się na boki, nie nawiązują kontaktu wzrokowego, nie wykonują żadnych nieprzewidzianych ruchów. Kiedy byłam w lipcu w Warszawie i poszliśmy z Panem X na Plac Piłsudskiego, żołnierze pełniący wówczas wartę przy Grobie Nieznanego Żołnierza rozglądali się na boki, patrzyli w oczy podchodzącym ludziom. Z jednym i z drugim wymieniłam spojrzenia. Jeden ewidentnie się kręcił, wyglądała tak, jakby było mu bardzo ciężko wystać w bezruchu. Trzeba zaznaczyć jednak, że polski żołnierz podczas pełnienia warty tylko stoi, nic poza tym. Amerykański chodzi, czyli wyćwiczonym, bardzo precyzyjnym krokiem przemieszcza się z jednej strony na drugą, na pewnym odcinku przy grobie. Sama zmiana warty jest dość widowiskowa i oglądają ją często rzesze gości odwiedzających Cmentarza Narodowy w Arlington.

Kiedy byłam w Warszawie, tuż przy samym grobie pojawiła się para zagranicznych turystów, która wyciągnęła kijek, czyli selfie stick i zaczęła sobie robić zdjęcia na tle grobu. W USA zwrócono by im uwagę. W Arlington są napisy „Silent and Respect” czyli cisza i szacunek i jeśli ktoś nie zachowuje się należycie, natychmiast jest reakcja żołnierza pełniącego wartę. Żołnierz po prostu wygłasza podniesionym głosem formułkę, w której przypomina o ciszy i szacunku.
Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda ceremoniał w Arlington, jak wszystko jest dopracowano do najdrobniejszego szczegółu, zobacz poniższy film (moment, o którym piszę zaczyna się po 1.30 min. filmu).

7. Mniej psich kup na ulicach

Muszę podkreślić, że zmiana jest gigantyczna. Jeszcze dekadę temu w moim rodzinnym Szczecinie był to wielki problem (myślę, że nie tylko w Szczecinie). Pamiętam, gdy pracowałam w lokalnym radiu, słuchacze dzwonili non stop skarżąc się na zabrudzone chodniki, parki. Prosili, by naciskać na władze miasta, by te były bardziej restrykcyjne względem osób, które nie sprzątają po swoich psach. Nie wiem czy obecnie właściciel psa, który załatwi się na ulicy odważy się nie posprzątać w momencie, gdy widzą to inni ludzie. Teraz każdy każdemu może zrobić zdjęcie, może natychmiast zadzwonić do straży miejskiej. Narzędzia są w kieszeni. Cyk cyk i dowód leci mailem.
Po przyjeździe do USA bardzo podobało mi się, że ulice są czyste, że ludzie sprzątają po swoich psach. Ale ludzie są tylko ludźmi i tu też czasem zdarzy się, że ktoś nie wywiąże się ze swojego obowiązku i na ulicy leży psie nie powiem co. W Polsce jednak wielka zmiana na plus.

8. Mniej obcasów, więcej tatuaży

Ten punkt dotyczy kobiet. Jedna z pierwszych rzeczy, która rzuciła mi się w oczy po przyjeździe do Ameryki w 2009 roku były damskie buty. Otóż przywykłam, że w Polsce kobiety chodzą na obcasach. W USA obcasów na ulicach było tyle, co kot napłakał. Widywałam wprawdzie panie, które przed wejściami do biurowców wyjmowały z torby szpilki, chowając baletki, ale ogólnie po pracy kobiet na obcasach nie widywałam (chyba, że był to weekendowy wieczór w dzielnicy z restauracjami i klubami).
W Polsce kobiety chodziły na obcasach od rana do nocy. Obcasy były w centrach handlowych, w parkach, na ulicach. Teraz obcasów jest zdecydowanie mniej. Dziewczyny śmigają na płaskim. Za to teraz w Polsce wszędzie widziałam tatuaże. Odniosłam wrażenie, że zapanowała na nie moda, że wiele kobiet je ma (zwłaszcza młodych). Ciągle widywałam i w Szczecinie i w Warszawie dziewczyny z ramionami owiniętymi folią (czyli były świeżo po zabiegu).

9. Piękne i nowoczesne toalety w centrach handlowych

Jeśli znasz mój post pt. Ciocia z Ameryki, to wiesz, że centra handlowe w Polsce wyglądają o wiele lepiej niż amerykańskie, ponieważ amerykańskie są po prostu przestarzałe. Muszę przyznać, że gdy poszłam do toalety w Złotych Tarasach w Warszawie, to nie wiedziałam w pierwszej chwili w jaki sposób uruchomić suszarkę do rąk. Umyłam ręce, zakręciłam wodę i odeszłam od umywalki w poszukiwaniu suszarki. Zobaczyłam jednak, iż dziewczyna, która korzystała z umywalki w rzędzie obok suszy ręce przy kranie. Wróciłam więc do umywalki, z której korzystałam i dopiero wówczas spostrzegałam, że przy kranie jest instrukcja w jaki sposób uruchamia się suszarkę. W USA nie ma takich rozwiązań, bo jak wiadomo centra mają najczęściej po kilkadziesiąt lat. Słyszałam, że w nowootwartym centrum handlowym w Krakowie są jakieś powalające łazienki. Ładne i nowoczesne toalety są również w centrach w Szczecinie, ale takich bajerów z suszarkami to nie ma.

10. „Czy chleb jest świeży?”

W jednym z polskich sklepów na Greenpoincie w Nowym Jorku, tuż przy stanowisku, przy którym sprzedawca kasuje towar wisi kartkę formatu A4, na której jest napisane : „TAK, CHLEB JEST ŚWIEŻY!”. Kiedy więc w piekarni w Polsce usłyszałam pytanie „Czy chleb jest świeży?” myślałam, że padnę. Wydawało mi się, że pytanie o świeży chleb to już nie ta epoka, że te czasy już dawno minęły. Kartkę na Greenpoincie tłumaczyłam sobie tym, że część Polaków, która wyjechała do USA bardzo dawno temu ma po prostu jakieś zamierzchłe nawyki z PRL i ciągle zadaje to nieszczęsne pytanie. Poirytowany właściciel sklepu wywiesił więc kartkę z odpowiednim komunikatem. Trudno mi powiedzieć czy to standard, że Polacy nadal pytają o świeży chleb (pewnie raczej nie), natomiast gdy usłyszałam to zdanie bardzo mnie ono rozbawiło i natychmiast pomyślałam o sklepie na Greenpoincie.

To tyle, jeśli chodzi o mój mały ranking dotyczący rzeczy, które zaskoczyły mnie w Polsce. Ogólnie, po prawie dekadzie spędzonej w USA mogę powiedzieć, że Polska zmieniła się bardzo. Na korzyść. Jasne, że ciągle zdarzają się absurdalne sytuacje. Na przykład jakaś kobita w zaawansowanym wieku podpierająca się laską odepchnęła (!) mojego 5-letniego syna w spożywczym, bo stanął jej na drodze. Rozumiesz? Dziecko stało a ona je ciach. Kiedy mój mąż ostro zareagował, miała jedną odpowiedź : Wychowałam sama czwórkę! W mniemaniu tej pani dziecko było źle wychowane. Pan X musiał trzymać mocno nerwy na wodzy, że nie zabrać kobicie tej laski i jej samej tą laską nie przegonić.

No, to tyle 😉

Pamiętaj, jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapisz się koniecznie na newsletter. Formularz znajduje się poniżej.

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.