W USA się nie prasuje

W Ameryce się nie prasuje

-Czy mógłbym zawrzeć z tobą jakiś deal?
-A jaki?
-Co musiałbym zrobić żebyś wyprasowała mi parę koszul? – spytał najgrzeczniej jak potrafił Pan X.
Zaśmiałam się głośno, kalkulując szybko czy jestem w stanie stać przy desce do prasowania czy nie (bo przecież w Ameryce się nie prasuje).
-Może się dogadamy – odpowiedziałam, gdyż w życiu zawsze jest jakiś interes do ubicia.
Nie należę do kobiet, które wyręczają mężczyzn we wszystkim, ponieważ wychodzę z założenia, że facet też człowiek, dwie ręce ma. W naszym domu każdy więc sam sobie prasuje a raczej nie prasuje, bowiem w Ameryce ogólnie rzecz biorąc się nie prasuje, tak jak nie myje się okien. 
-Mogę ci coś kupić! – zadeklarował Pan X, wiedząc od razu, że to puste hasło, bo kupić „coś” to ja mogę sobie sama.
Zanim wyjechaliśmy do Ameryki miałam zwyczaj prasowania na kolanie. Czyli prasowałam to, co mi było potrzebne w danej chwili i często na podłodze. Mało kiedy chciało mi się wyciągać deskę do prasowania. Ale odkąd jesteśmy w USA, żelazka używam od wielkiego dzwonu.

Dlaczego w Ameryce się nie prasuje?

Ponieważ ogólnie rzecz biorąc w Ameryce proces prania wygląda następująco : najpierw do pralki, potem do suszarki a następnie do szafy (no chyba, że pranie w suszarce zalega Ci trzy dni). Suszarka do ubrań jest podstawowym sprzętem tak jak pralka i większość ludzi w ten sposób suszy swoje rzeczy. Nie zobaczysz więc w USA balkonów czy ogrodów zawalonych praniem i gatkami dyndającymi na sznurku (chyba, że gdzieś na prowincji). Mało tego, suszenie na sznurku jest w wielu budynkach i na osiedlach zabronione, choć w Kalifornii od 2016 roku obowiązuje prawo, które nie zezwala na wprowadzanie tego typu zakazów (jest to podyktowane oszczędzaniem energii).

Ale co ma suszenie do prasowania?

A no to, że jeśli wyciągniesz jeszcze ciepłe pranie z suszarki i natychmiast je ładnie złożysz lub powiesisz na wieszaku, to po prostu nie musisz prasować. Ubrania prosto z suszarki są bowiem miękkie, nie mają odciśniętego śladu po sznurku i po wygładzeniu dłońmi są jak wyprasowane (prawie). Jeśli jednak zagapisz się na Facebooku czy Instagramie i przypomnisz sobie o praniu w suszarce dwa dni później, to pranie będzie wyglądać jak wyciągnięte psu z gardła.  Ale wierz mi, ludzie chodzący w ubraniach, które leżały w suszarkach trzy dni nie są w Ameryce rzadkością.

No dobrze, a co z koszulami i uniformami do pracy?

One wymagają prasowania. Jednak w administracyjno-korporacyjnym Waszyngtonie też mało kto sam prasuje. Koszule nosi się do pralni (bo garnitury to wiadomo). Na parterze budynku, w którym mieszkamy znajduje się sklep spożywczy z pralnią. Nie jest to pralnia w sensie dosłownym, bo właściciele są pośrednikami, ale robią na tym chyba niezły interes. Codziennie w sklepie ludzie zostawiają sterty koszul do prania i prasowania.
-A gdybym wypełnił za ciebie jakiś dokumencik? – zagaił Pan X.
-Mogłabym na to pójść ale jedna koszula za jeden dokument.
-Że co???? żachnął się Pan X – że niby ile masz tych dokumentów?
-Aktualnie nie mam żadnego, ale to deal na przyszłość.
-Na przyszłość??? Na przyszłość to ja sobie zawiozę koszule na parter!
*****
ps. ostatecznie Pan X wyprasował sobie sam (jedną sztukę), mimo, iż w Ameryce się nie prasuje;)

 

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest