Kanion Antylopy

Wycieczka do Antelope Canyon, czyli Kanionu Antylopy wymagała największego zachodu w czasie naszej podróży obejmującej Las Vegas i parki narodowe na terenie stanów Arizona i Utah. Słynny kanion znajduje się bowiem na terenie rezerwatu Indian z plemienia Nawaho (po angielsku pisze się Navajo) i można go zobaczyć wyłącznie w ramach zorganizowanej wycieczki.

Kanion Antylopy

Jeżeli więc planujesz odwiedzenie tego cudu natury, musisz wcześniej pomyśleć o wejściówce. Da się kupić bilet na miejscu, ale może okazać się (zwłaszcza w sezonie turystycznym), że właśnie dla Ciebie biletu zabraknie. My zamówiliśmy bilety przez internet, z około dwutygodniowym wyprzedzeniem i zrobiliśmy to zbyt późno. Jeden bilet kosztował 70 dolarów. Jasne, że bywają tańsze. Sęk w tym, że sprzedażą zajmują się licencjonowani operatorzy i ci, którzy oferowali je taniej, nie mieli już wolnych miejsc w terminie, który nas interesował. Były za to jeszcze droższe, za ponad 200 dolarów od osoby. I nie licz na to, że jakimś cudem wejdziesz do kanionu indywidualnie. Nie ma takiej opcji, Od 1997 roku jest to biznes Indian Navajo.

Kanion Antylopy
Jak widać, bilety, które można kupować na miejscu, były wyprzedane w dniu, w którym przyjechaliśmy.

Kanion Antylopy w stanie Arizona

jest kanionem szczelinowym, który powstawał przez miliony lat. Na skutek erozji i wymywania piaskowca przez intensywne opady deszczu, utworzyły się jedyne w swoim rodzaju szczeliny. Wpadające przez nie światło tworzy niepowtarzalny efekt, który widzisz na zdjęciach. To, co zobaczysz Ty jeśli wybierzesz się do Kanionu Antylopy oraz jakie uda się Ci się zrobić zdjęcia zależy od tego, w jakiej pozycji będzie znajdować się wówczas słońce, czyli o której godzinie wejdziesz do kanionu.

Kanion Antylopy

Światło jest tu kluczowe. I choć wycieczki organizowane są od 8.45 rano do 5.30 po południu, to moim zdaniem kupowanie biletu na sam koniec zupełnie nie ma sensu. Nie zobaczysz bowiem tego miejsca w blasku. Nie zobaczysz jak promienie słońca rozświetlają szczeliny i ściany robią się aż pomarańczowe od światła. Jeśli pójdziesz po 4 po południu będzie buro i ponuro.

Kanion Antylopy

Kanion Antylopy górny i dolny

Są dwie opcje zwiedzania. Można wybrać jedną z nich, można obie. Górny kanion jest tym, który my oglądaliśmy. To ten łatwiejszy. Do dolnego schodzi się po drabinkach. Nie byłam w nim, więc nie będę się wypowiadać. Widziałam tylko zdjęcia.
Wycieczka do górnego kanionu (Upper Antelope Canyon) trwa około półtorej godziny. Piszę o normalnej, turystycznej opcji. Jest jeszcze jedna, fotograficzna. To rozwiązanie dla osób, które chcą wejść do kanionu ze statywem, spędzić w nim więcej czasu i nastawić się na bardziej profesjonalne zdjęcia.

Kanion Antylopy

Z miejsca zbiórki, grupy dowożone są do kanionu samochodami terenowymi. Ta część wycieczki nazywana jest safari. Polega to na tym, że jedzie się autem przez pustynię. Tyle. Kierowca jest również przewodnikiem wycieczki. Trasa to niewiele ponad trzy kilometry. Nie można mieć ze sobą żadnych toreb, plecaków. Jedynie aparat fotograficzny, telefon i wodę. Wychodząc z samochodu, trzymaj się przewodnika. Poniżej napiszę Ci dlaczego warto obstawiać przód a nie tył.

Zbiórka i sprawdzanie zegarka

Zanim wsiądziesz do samochodu terenowego osoba z listą sprawdzi czy na niej jesteś. Organizatorzy piszą w mailu, by pojawić się na miejscu pół godziny przed zwiedzaniem. No cóż. Potem siedzisz przez pół godziny i czekasz. Nudy na pudy na środku pustyni. Pan X i ja przyjechaliśmy jeszcze wcześniej, postanowiliśmy więc pokrążyć po okolicy, żeby czas nam szybciej zleciał. Zrobiliśmy rundę autem, zabiliśmy trochę czasu i rozsiedliśmy się na ławkach z powrotem, w oczekiwaniu na rozpoczęcie wycieczki przez naszą grupę. Mieliśmy zacząć o 2.30 po południu. Siedzę sobie, przeglądam telefon i nagle wrzeszczę do Pana X :

-Jest 3.30!!! Nie 2.30!!! Przegapiliśmy naszą kolej!!!
Pan X zerknął zdenerwowany na swój telefon. Zegarek pokazywał jak byk : 3.30!!!
Natychmiast wyskoczyła mu żyła na czole i wstał jak oparzony. Pobiegł szybko do budki, w której urzędowali jacyś ludzie z nadzieję, że uratuje jakoś te 210 dolarów, które wydaliśmy na wycieczkę (koszt dla 3 osób, podróżowaliśmy z dzieckiem). Za chwilę wrócił z błogim spokojem na twarzy.
-Jest 2.30. Nic nam nie przepadło -rzekł.

Cóż się okazało? Arizona jest jedynym stanem w USA (o ile mi wiadomo), który nie majstruje przy zegarku, czyli nie przesuwa wskazówek i nie zmienia czasu. Wspominałam o tym w tekście dotyczącym Zapory Hoovera, pisząc o dwóch zegarach widniejących na tamie znajdującej się na granicy stanów Arizona i Utah. Zegary przez kilka miesięcy w roku pokazują dwie różne godziny.

Indianie z Navajo Reservation znajdującego się na terenie Arizony nie postępują jak cała Arizona. Indianie z Navajo, podobnie jak większość świata funkcjonują w czasie zimowym i letnim. Jednak żeby nie wprowadzać w błąd i nie dezorientować turystów przyjeżdżających do kanionu znajdującego się na terenie rezerwatu, biznes w kanionie funkcjonuje zgodnie z czasem obowiązującym w Arizonie. Zegarki w naszych telefonach przestawiły się automatycznie, gdy byliśmy na terenie rezerwatu. Stąd wzięła się nasza panika.

Kanion Antylopy
Ta szczelina widoczna mniej więcej po środku zdjęcia, to wejście do Kanionu Antylopy.

Zwiedzanie Antelope Canyon czyli Kanionu Antylopy

-Nie, nie, nie! Upominała nasza przewodniczka o indiańskich rysach, kiedy po kilku minutach „safari” dotarliśmy na miejsce i weszliśmy do szczeliny. Mieliśmy do przejścia około stu metrów. Dno kanionu było wysypane piachem. Piach to dzieło człowieka. Chodzi o to, żeby turystom łatwiej się szło. Przewodniczka karciła wszystkich, którzy próbowali robić zdjęcia w niewłaściwy sposób. Każdy podnosił bowiem aparat (a raczej telefon) do góry, wprost na szczeliny, przez które przedostawało się słońce. Każdy miał aspiracje na ujęcia życia.

-Jak będziesz w taki sposób fotografować, to nic nie zrobisz – powiedziała do Pana X i zabrała mu telefon. Ustawiła aparat pod odpowiednim kątem, opierając go o ścianę szczeliny w konkretnym miejscu. Cyk, cyk, cyk. Rzuciła okiem na efekt. Uznała, że zdjęcia nie są dostatecznie oszałamiające. Postanowiła je podrasować.
-Użyjemy żywego filtru – oświadczyła. Cyk, cyk, cyk. Oddała telefon Panu X mówiąc : Ćwicz, ćwicz. Może do końca życia będzie z ciebie jakiś fotograf – i roześmiała się zadowolona z własnego żartu.

Przewodniczka doskonale orientowała się w funkcjach smartfonów. Brała telefony kolejnych ludzi, którzy stali blisko niej i robiła zdjęcia ich sprzętem, stosując filtry oraz ustawiając aparaty na krawędziach ścian, w miejscach znanych sobie na pamięć. Wiedziała doskonale, w których punktach kanionu należy fotografować, żeby uzyskać jak najlepszy efekt. Dlatego radzę Ci, trzymaj się z przodu, nie ciągnij się za grupą. Nie chodzi o to, by ktoś robił zdjęcia za Ciebie. Chodzi o to, żebyś usłyszał i zobaczył w jaki sposób trzymać telefon w ręku, żeby wyszły Ci dobre foty.

Spacer po Kanionie Antylopy

Sama wycieczka wewnątrz kanionu jest dość krótka. Idzie się gęsiego, za przewodnikiem. Są momenty, gdzie jest bardzo wąsko i ciemno (ale to zapewne zależy też od godziny spaceru). Po przejściu około stumetrowego odcinka, wychodzi się ze szczeliny na drugą stronę. Po krótkiej przerwie wraca się tą samą trasą do wejścia przy samochodzie. To, czego obawiałam się przed wycieczką, to pogoda. Zwiedzaliśmy kanion w sierpniu, w czasie gdy temperatura dochodziła do 40 stopni Celsjusza a słońce grzało bardzo mocno. Byłam przekonana, że w szczelinach będzie niemiłosiernie duszno i gorąco. Myliłam się. Nie mogę powiedzieć, żeby panował tam przyjemy chłodek. Panował tam momentami… smrodek. Powietrze na wąskiej przestrzeni stawało się po prostu ciężkie od ludzkiego potu ale patelni nie było.

Kanion Antylopy

To, co utworzyła natura w Kanionie Antylopy jest niewiarygodne. Nie jestem jednak jakoś szczególnie zachwycona tą wycieczką. Mówiąc szczerze o wiele bardziej podobało mi się w Bryce Canyon. Nie dlatego, że chciałabym w jakikolwiek sposób porównywać widoki. Ale dlatego, że w Bryce Canyon mogłam się po prostu nacieszyć krajobrazam, pobyć tam tyle, ile chcę. Nikt mnie nie popędzał, nie wykrzykiwał „move, move”. Nie musiałam iść gęsiego, przejmować się jakąś kobietą, która cały czas mi się wpychała i próbowała taranować naszego 5-letniego syna. Nie lubię szarpać się z ludźmi, ale jeśli ktoś odpycha mi dziecko, tylko dlatego, że jest większy i starszy, to gotuje mi się krew i jestem gotowa do boju. Oczywiście nie była to Amerykanka. Amerykanie nie zachowują się w taki sposób.

Horseshoe Bend w Arizonie

Kiedy opuściliśmy teren rezerwatu, postanowiliśmy od razu pojechać do Horseshoe Bend, ponieważ miejsce, które widzieliśmy na zdjęciach i które wyglądało na nich bardzo malowniczo, znajdowało się niedaleko. Horseshoe Bend, to odcinek rzeki Colorado w Glen Canyon, który bardzo gwałtownie zmienia kierunek biegu, tworząc podkowę (po angielsku horseshoe). Tutaj nie trzeba było mieć żadnego biletu.

Zaparkowaliśmy samochód na darmowym parkingu i zaczęliśmy iść w kierunku niewielkiego wzniesienia, na którym znajdował się punkt widokowy z drewnianym zadaszeniem.
Eeee, to tylko kawałek pod górkę – pomyślałam, zostawiając wodę w samochodzie.

Lecz po dojściu do zadaszenia okazało się, że jest wypłaszczenie a potem jeszcze niezły kawałek z górki. Trasa nie była skomplikowana ale spacer latem w obie strony, w słońcu, przy temperaturze grubo ponad 30 stopni Celsjusza, bez wody, był katorgą. Nagrodą był jednak widok na rzekę i kanion. Przyznam szczerze i bez bicia. Byłam tak wykończona tym marszem w parzącym słońcu, bez wody i czegoś na głowie, że po dotarciu na miejsce, cykałam bezmyślnie te same ujęcia. Nie mam ich więc zbyt wiele. Może to znak, że trzeba tam wrócić i zrobić lepsze ujęcia? 😉

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.