Polak i Amerykanin za kierownicą

-Co ty robisz?! Widzisz jak on jedzie?! – irytował się Pan X. Jechaliśmy samochodem a mój mąż ciskał się, bo kierowca w samochodzie przed nim wykonywał jakieś dziwne ruchy, które uniemożliwiały płynne prowadzenie auta.
Ja w tym czasie oglądałam sobie spokojne moje paznokcie. Byłam zachwycona efektem, ponieważ niedawno odkryłam, że jeśli przed położeniem lakieru przemyje się płytkę paznokcia spirytusem, lakier trzyma się nawet tydzień. Moje paznokcie miały piękny kolor fuksji, pomalowałam je pięć dni wcześniej i wyglądały bez zarzutu, żadnego ubytku lakieru.
-Przecież on i tak cię nie słyszy, wrzuć na luz – rzekłam spokojnie do Pana X, który bulgotał jak zupa na zbyt dużym gazie.

Moja uwaga podziałała na Pana X jak płachta na byka.
-Już zapomniałaś jak sama machałaś do tego gościa na rondzie?! – wyrzucił z siebie Pan X używając swojej ulubionej taktyki polegającej na odwróceniu kota ogonem.
Fakt, 10 lat temu w Szczecinie jakiś facet zajechał mi drogę na rondzie. Wkurzył mnie tak bardzo, że krzyczałam coś przez zamknięte okno, machając rękoma. Słowem ciskałam się jak opętana. Pan X siedział wówczas na siedzeniu pasażera i mówiąc szczerze nie podzielał mojego oburzenia. Był rozbawiony sytuacją i po prostu się ze mnie nabijał. ALE TO BYŁO 10 LAT TEMU, nauczyłam się przez ten czas trzymać bardziej nerwy na wodzy. Poza tym, od 9 lat jestem w USA a tutaj takich sytuacji nie mam zbyt wiele. Amerykanie jeżdżą ogólnie rzecz biorąc spokojniej, choć jak wszędzie zdarzają się wariaci za kierownicą (jednak skala wariactwa jest inna niż w Polsce).



Czy zawsze już będziemy wracać do gościa na rondzie, który wydobył ze mnie to, co najgorsze? – spytałam Pana X.
-A czy nie uważasz, że ten tutaj jedzie jak gamoń? – odpalił Pan X.
-Owszem, ale on i tak cię nie słyszy. A jedyną osobą, która musi się mierzyć z twoimi nerwami jestem ja, nie on – odparłam spokojnie.
Pan X musiał mi w duchu przyznać rację, jednak głośno tego nie powiedział. Zastosował kolejną taktykę. Zmienił temat.
-Jedziemy do dużego Giant’a czy małego? (Giant to sieć supermarketów, jechaliśmy wówczas na zakupy).
Och jak jak kocham ten stan, kiedy człowiek ma już w sobie tę dojrzałość, że wie, iż ma rację, ale nie musi tej racji wymuszać na drugiej osobie, nie musi drążyć, nie musi stawiać pod ścianą, żeby usłyszeć to, czego chce, bo racja jest tak oczywista jak dwa razy dwa równa się cztery.
-Do dużego – odparłam. – Fajne mam paznokcie? – spytałam.
Pan X przewrócił oczami i zaczął się śmiać.

Kultura jazdy samochodem w USA różni się znacznie od tego, co widzi się na polskich ulicach. Historyjka powyżej jest luźnym wstępem do części, w której przytoczę Ci kilka faktów związanych z prowadzeniem auta w Polsce i w USA.

Polak i Amerykanin za kierownicą

Polak i Amerykanin za kierownicą. Siedzenie na zderzaku

Gość jadący za Tobą najbliżej jak się da i wymuszający klaksonem albo światami zjechanie mu z lewego pasa jest w Polsce standardem (będę nazywać go zderzkowcem). Ja wiem, że czasem po lewym pasie poruszają się zawalidrogi, które jadą z prędkością 20 km na godzinę. Ale zderzakowiec dostaje szału i wymusza na Tobie zmianę pasa, nawet gdy jedziesz z maksymalną, dozwoloną prędkością. Zderzakowiec notorycznie prędkość przekracza, więc dla niego jesteś leszczem i przygłupem, dlatego, że poruszasz się lewym pasem wolniej niż on. Nie ma znaczenia, że jedziesz zgodnie z przepisami. W jego mniemaniu nie masz prawa poruszać się lewym pasem.
W USA zderzakowiec zszedłby z nerwów na zawał, ponieważ w Stanach Zjednoczonych poruszanie się lewym pasem nie jest zarezerwowane dla mistrzów kierownicy oraz prędkości. Zawalidrogi na lewym pasie w Ameryce nie są niczym dziwnym i przyznam szczerze, że czasem bywa to irytujące.

Polak i Amerykanin za kierownicą. Zachowanie przy przejściu dla pieszych

Przepuszczanie pieszych stojących przy przejściach jest w większości amerykańskich miast normą. Piszę w większości, bo na przykład w Nowym Jorku, zwłaszcza na Manhattanie wymuszają wszyscy, i piesi i kierowcy. Piesi notorycznie przechodzą na czerwonym świetle, kierowcy pchają się przy prawoskręcie, mimo obecności pieszych na pasach.
Ale ogólnie, Amerykanie dojeżdżając do przejścia zwalniają i ustępują pieszym. Przez te kilka lat nauczyłam się jednak tego, by mieć ograniczone zaufanie. Nie, nie chodzi o to, że boję się wariatów za kółkiem. Boję się kierowców gapiących się w telefony albo wysyłających wiadomości, którzy zapominają, że są za kierownicą i nie uważają. Co z tego, że zatrzyma się dziewięć na dziesięciu kierowców, skoro ten jeden musi akurat klepać coś w klawiaturę i nie zauważyć, że właśnie wjechał na przejście dla pieszych, na które wchodzę w tym momencie ja.

Nie jestem jakąś wielką fanką chodzenia z komputerem do kawiarni i „pracy” przy kawiarnianym stoliku. Ale od czasu do czasu lubię sobie pójść do Starbucksa i napisać tekst blogowy. Nie mogę powiedzieć żeby pisało mi się jakoś szczególnie lepiej. Rozpraszają mnie pewne rzeczy, lecz zauważyłam, że przychodzą mi wtedy do głowy różne, czasem szalone pomysły, albo zabawne (w moim mniemaniu) przykłady, którymi mogę okrasić powstający tekst. Tak więc dziś „pracuję” w terenie. Wstęp wyszedł mi całkiem niezły, jestem zadowolona. Piszę o Polakach i Amerykanach za kierownicą. Jak to mówią w USA : stay tuned. Myślę, że w środę tekst wskoczy na bloga😊 A na stories pokazuję kilka migawek z Arlington, koło Starbucksa, w którym siedziałam. . . #praca #nowypost #kawa #polskadziewczyna #blogerka #stanyzjednoczone #ameryka #amerykaija #komputer #tekst

Post udostępniony przez Lidia Krawczuk (@amerykaija)

Polak i Amerykanin za kierownicą. Dojeżdżanie do skrzyżowania

Zasadnicza różnica między polskim a amerykańskim skrzyżowaniem jest taka, że sygnalizator świetlny w USA znajduje się za skrzyżowaniem a nie jak w Polsce przed skrzyżowaniem. Początkowo musiałam bardzo się pilnować żeby nie wjechać na skrzyżowanie, ponieważ byłam przyzwyczajona, że do sygnalizatora trzeba dojechać a potem zadzierać głowę żeby dostrzec zmieniające się światło. Z perspektywy czasu oceniam, że sygnalizator umiejscowiony za skrzyżowaniem jest lepszy. Po prostu lepiej go widać. Trzeba się jednak do tego przyzwyczaić i nie mieć zbyt ciężkiej nogi oraz tendencji do podjeżdżania maksymalnie jak się da (cecha charakterystyczna dla polskich kierowców). W USA kierowca dojeżdżający do skrzyżowania, przy którym często znajduje się przecież przejście dla pieszych zwalnia i zatrzymuje się zazwyczaj kilka metrów przed pasami. Daje to pieszemu większe poczucie bezpieczeństwa, ponieważ wchodząc na pasy widzi, że kierowca zatrzymał się w bezpiecznej odległości. W Polsce kierowca zazwyczaj nie ustępuje pieszemu a jeśli już pieszy to zatrzymanie wymusi, to koła samochodu zahaczają o pasy albo w ogóle połowa auta stoi na pasach.

Polak i Amerykanin za kierownicą. Znak STOP

Znak STOP to znak STOP, trzeba się zatrzymać. Jak jest w Polsce z zatrzymywaniem się przy STOPIE możesz sobie sam odpowiedzieć. Nie wiem czy jest to gdziekolwiek na świecie poza Stanami Zjednoczonymi, ale tutaj są skrzyżowania, przy których znajdują się cztery znaki STOP. Pomyślisz sobie : kto zatem ma jechać, jaka obowiązuje zasada? A no taka, że jedzie ten, kto dojechał pierwszy. Na pierwszy rzut oka wygląda to szalenie. Jak to? – zapytasz. Ale zazwyczaj to działa. Nie ma, że najpierw jadą ci, którzy skręcają w prawo i na wprost a na końcu ci, co w lewo. Po prostu samochody po kolei dojeżdżają do znaków STOP i ruszają zgodnie z zasadą, kto pierwszy dojechał, ten pierwszy jedzie. Jasne, że czasem trafi się ktoś, kto wymusza czy się wyłamuje, ale ogólnie to działa (takie przynajmniej mam doświadczenia).

Polak i Amerykanin za kierownicą. Używanie klaksonu

Rzekłabym, że polscy kierowcy są dość nerwowi. Wytrąbią Cię przy każdej możliwej okazji. W USA nie używa się tak zajadle klaksonu, choć Ameryka to jak wiadomo kraj imigrantów i czasem górę bierze tu DNA czyli to, co kto ma we krwi. Człowiek, człowiekowi nierówny. Pięć osób poczeka zatem chwilę gdy się zagapisz, albo zatrąbi cicho i delikatnie a szósta przyłoży rękę do klaksonu i tak ryknie dźwiękiem, że podskoczysz jak oparzony. Muszę jednak podkreślić uczciwie, że to co napisałam powyżej nie dotyczy Nowego Jorku. W Nowym Jorku kierowcy trąbią jak opętani.

Polak i Amerykanin za kierownicą. Jazda po alkoholu

Tutaj różnica jest znaczna. Przede wszystkim wynikająca z tego, że w Polsce jazda po wypiciu jakiejkolwiek ilości alkoholu jest przestępstwem. W USA prawo jest w tej kwestii bardziej liberalne. Wszystko zależy oczywiście od stanu, ale w wielu dopuszczalna ilość alkoholu to 0,08 promila. Oznacza to, że po wypiciu kieliszka wina czy puszki piwa ludzie wsiadają do samochodów. I choć to dopuszczalne, nie jestem wcale zwolenniczką takiego rozwiązania. Po prostu całe życie mnie uczono, że po alkoholu się nie prowadzi. Fakt jest jednak taki, iż w USA nie pije się tyle, co w Polsce i osób zataczających się na ulicach też się nie widzi. Czy zdarzają się jednak wypadki, których powodem był alkohol? Oczywiście, że tak. Ale skala jest mniejsza.

Polak i Amerykanin za kierownicą. Parkowanie

Mam znajomego w Polsce, który namiętnie fotografuje samochody zaparkowane na miejscach dla osób niepełnosprawnych, na chodnikach, przejściach dla pieszych i umieszcza potem te zdjęcia na Facebooku. Czasem aż trudno uwierzyć gdzie ludzie potrafią postawić samochód. Widziałam też mnóstwo takich sytuacji w Polsce na własne oczy. W USA takie rzeczy się nie zdarzają a jeśli się zdarzają, to taki samochód jest szybko odholowywany. Miejsca parkingowe są w Ameryce na wagę złota. Jeśli więc postawisz auto tam, gdzie nie masz prawa, zaraz podjedzie laweta, która Ci go szybko zgarnie. Amerykanie respektują też zasadę, że nie wolno parkować przy hydrantach. Są za to wysokie kary.

Polak i Amerykanin za kierownicą. Przestrzeganie przepisów

I tu moim zdaniem dochodzimy do sedna sprawy. Czy Amerykanie łamią przepisy? Jasne, że tak. Ale piraci drogowi, których w Polsce jest mnóstwo, tu są jednak w zdecydowanej mniejszości. Ktoś może przejechać obok Ciebie szybko, ale to nie jest pęd jak po torze wyścigowym. Amerykanie przekraczają dozwoloną prędkość i tak jak Polacy płacą za to mandaty i łapią punkty karne. Ale ogólnie kultura jazdy jest w USA dużo wyższa niż w Polsce. W zasadzie nie da się tego porównać.
Z czego to się bierze? Z ogólnego usposobienia Amerykanów, ich mentalności i mało awanturniczej natury, jak również z dotkliwych konsekwencji wynikających z łamania przepisów drogowych. Ameryka procesami stoi i wiele wypadków oraz stłuczek ma swój finał w sądzie.

Jeśli znasz mój tekst o kosztach opieki medycznej w USA, to wiesz jak bardzo jest ona wysoka. Gdy spowodujesz więc wypadek, w którym ktokolwiek dozna jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu, to najpewniej zostaniesz pozwany do sądu. A wówczas ten, kto został poszkodowany może domagać się byś pokrył koszty leczenia, jak również wnioskować o odszkodowanie dla siebie z powodu uszczerbku na zdrowiu fizycznym bądź psychicznym czy utraty zarobków (bo na przykład nie może chodzić do pracy). Bez prawnika nie dasz rady, więc już masz koszty. Dobre ubezpieczenie komunikacyjne jest tu kluczowe, należy jednak pamiętać, że Twoja firma ubezpieczeniowa też będzie patrzeć na okoliczności wypadku oraz Twój w nim udział i może odmówić pokrycia kosztów a wówczas z rachunkami zostajesz Ty. I jeszcze jedna rzecz. Jeśli na przykład złamiesz jakiś przepis, przekroczysz prędkość, czy wyślesz wiadomość w trakcie jazdy samochodem i zostaniesz złapany, dostaniesz oczywiście mandat. Ale to nie koniec.

Informacja może również trafić do Twojej firmy ubezpieczeniowej a ta podniesie Ci stawkę za ubezpieczenie a jeśli pewne wykroczenia będą się powtarzać, to po prostu Cię poinformuje, że dłużej nie będzie Cię już ubezpieczać. Słowem uzna, że jesteś niebezpiecznym kierowcą i nie chce mieć z Tobą nic wspólnego.

Masz swoje przemyślenia na temat tego, co dzieje się na drogach? Masz inny punkt widzenia? Napisz o tym w komentarzu.

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.