W Ameryce żadne mi nie smakują. Chce mi się zwykłych, śmietankowych. Niestety lody Algida na patyku, które lubię najbardziej na świecie, nie podbijają amerykańskiego rynku. W telewizji nie hula reklama z promocją „kup jednego, wygraj drugiego”. Tu Algidy nie ma. Ubolewam.

W amerykańskich supermarketach zamrażarki zajmują całe rzędy. Królują tu głównie szafy-chłodnie z otwieranymi, szklanymi drzwiami a nie zamrażarki bez wieka. W związku z tym, że Amerykanie namiętnie kupują mrożone półprodukty w postaci zapiekanek, makaronów, deserów czy całych zestawów obiadowych, to oferta jest naprawdę bogata.

Lodów jest cała masa. I malutkie kubeczki i wielkie kubły. I w wafelku i bez. Próbuję takich, siakich i owakich. Żadne mi nie podchodzą. Wszystkie są za słodkie. Nawet Magnum wydaje mi się tu słodsze, nie wspominając o lodowym Snickersie. Niby te same firmy, ale w Polsce smakują jakoś inaczej.

Wymyślam sobie ciasto na deser, myślę – rzucę jakieś owoce i do tego lody. Wybieram kolejny pojemnik z rzędu szaf i w kolejnym tylko rozczarowanie. Nie o to mi chodzi. Aż nagle, kiedyś przypadkiem, zza szklanych drzwi wyłania się pudełko z napisem „no sugar added”. Lody bez cukru? Na pewno fuj. Ale coś podpowiada : Kupuj, to amerykańska sztuczka, na pewno jest cukier, ale mniej.

Oglądam pudełko, czytam jaki jest skład. Dla Amerykanów 4 procent cukru, plus kolejne 4 procent cukru alkoholowego w porcji, w ogóle się nie liczy. Lody mają mocno kremową konsystencję, są waniliowe i smakują w sam raz. Witamy w Ameryce, w krainie „no sugar added”.

 

Wiedzieliście, że lipiec w USA to Narodowy Miesiąc Lodów, i że proklamację w tej sprawie podpisał w 1984 roku prezydent Ronald Reagan? W najbliższą niedzielę, 15 lipca przypada z kolei Narodowy Dzień Lodów. Smacznego!

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.