– Cóż za Francja elegancja… – rzekł drwiąco Pan X, kiedy instalowaliśmy się na Florydzie w brzydkim motelu zwanym hotelem, gdzie ściany miały brudno turkusowy kolor a główną ozdobę stanowił wielki obraz z na wpół rozebraną panią (zdjęcie powyżej), która przypominała trochę Pink. Luksus stanowił telewizor plazmowy z pilotem (niezwykle ważny element w tej opowieści).

Pan X od razu się zirytował, ponieważ w pokoju nie było porządnego światła.

Tylko jedna, mała lampka na szafce nocnej.
– Cholerna nora – złorzeczył.
Ja od razu zainteresowałam się telewizorem a raczej pilotem, który był przyczepiony do ściany. Kiepsko jednak mi szło włączanie. Nie było po prostu jak. Na pilocie brakowało bowiem przycisków do wyboru kanałów, nie było też niczego, czym można by regulować poziom głosu.
-Toż to pilot do światła! – oznajmiłam odkrywczo rozwiązując zagadkę. Pilot został natychmiast przejęty przez Pana X, który już celował w wiatrak pod sufitem a raczej w wiatrako-lampę. W pokoju szybko zrobiło się jasno, przy okazji hulał też wicher. Pan X od razu miał lepszy humor. Było porządne światło.

Minęło kilka godzin

Nastała głęboka noc a my prawie spaliśmy, gdy nagle włączyło się światło, uruchomił się też wiatrak. Trochę się wystraszyłam.
– Może to jakiś duch? – zastanawiałam się głośno.
– Idź do XYZ-ta, jemu włącz światło! – rozkazał „duchowi” Pan X wymieniając w tym miejscu nazwisko gościa, który ostatnio wyprowadzał go z równowagi.
Numer ze światłem i wiatrakiem powtórzył się jeszcze ze dwa razy. Skończyło się zaraz po tym, gdy Pan X używając przełącznika w ścianie zablokował możliwość sterowania pilotem.

Następnej nocy Pan X rzekł : Muszę coś sprawdzić!

Po czym wziął pilot i wyszedł na zewnątrz (do każdego pokoju wchodziło się z dworu, ponieważ był to tani i beznadziejny motel). Po chwili wrócił ubawiony i oznajmił :
– Właśnie włączyłem kilku osobom światło. I wiatraki też!
Sekundy później u nas zgasło światło. Zaczął też hulać wiatrak. Przez kilka chwil dokazywaliśmy sobie tak z sąsiadem. On gasił sobie światło, my mu je włączaliśmy. My sobie wyłączaliśmy, on nam je włączał. I tak przez moment. Skończyło się, gdy Pan X ponownie zablokował możliwość sterowania pilotem. Wcześniej ( a jakże) zrobił sobie jeszcze rundkę po dworze i wypróbował po raz kolejny sztuczki w innych pokojach, włączając lub wyłączając ludziom światło.

Ducha nie było.

Po prostu każdy pilot był w stanie uruchomić każdą wiatrako-lampę zainstalowaną w pokojach na terenie hotelu-motelu.
– I tak idź włącz światło XYZ-owi -poprosił na koniec „ducha” Pan X (tym razem jednak prosił ładnie).

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.