Hej! To ja, dziewczyna ze Szczecina. Urodziłam się w Szczecinie, wychowałam w Szczecinie, w Szczecinie chodziłam do szkoły, studiowałam, pracowałam. W 2009 roku los rzucił mnie do Waszyngtonu. To miał być wyjazd na dwa lata. Cóż, trochę się przedłużył.
Mam wielki sentyment do mojego rodzinnego miasta i to szczęście, że mogę odwiedzać je każdego roku. I dostrzegam jak bardzo się zmienia. Jak w ciągu prawie dekady, odkąd w Szczecinie nie mieszkam, powstało mnóstwo świetnych miejsc oraz jak te, które znam od dawna, zyskały na estetyce czy funkcjonalności.

Rok temu umieściłam na blogu wpis pt. Polskie miasto niczym Waszyngton, w którym pokazałam jak Szczecin przypomina mi w pewnych fragmentach Waszyngton. Post został przyjęty z dużą życzliwością i był chętnie udostępniany w mediach społecznościowych, zwłaszcza przez osoby mieszkające w Szczecinie. Ludzie, którzy nigdy nie byli w Waszyngtonie nie kryli zdziwienia. Właściwie każdy przyznawał mi rację, widział podobieństwa.

Już wówczas Pan X i ja doszliśmy do wniosku, że warto zrobić film, żeby pokazać to wszystko nie tylko na zdjęciach.  Będąc latem w Szczecinie nakręciliśmy więc pierwszą partię materiału. Teraz dokręciliśmy drugą, w Waszyngtonie. Piszę w liczbie mnogiej, ponieważ film video przygotował Pan X, ale ujęcia z nim w roli głównej oraz te wszystkie przejazdy typu : Pan X na pierwszym planie a potem rzut na konkretny obiekt a potem znów on, kręciłam ja. Widzisz, taki ze mnie kamerzysta (tak, wiem to bardzo nieprofesjonalne określenie, ale moje ulubione).

Zapraszam więc Cię na film, w którym zobaczysz, że Szczecin naprawdę przypomina miejscami Waszyngton. Aha, być może pomyślisz : dlaczego Pan X, skoro gość w filmie przedstawia się imieniem i nazwiskiem? Już wyjaśniam. Kiedy startowałam z blogiem Ameryka i ja kilka lat temu, pisałam go anonimowo. Mój mąż był Panem X. Kiedy urodziłam syna, przestałam pisać. Ale kiedy po czteroletniej przerwie zdecydowałam, że wracam do blogowania, postanowiłam, że podpisuję się własnym imieniem i nazwiskiem. Pan X pozostał jednak Panem X, ponieważ tak mi pasowało. Był postacią z różnych historyjek i bardziej mi odpowiadał Pan X niż jakiś Pan Mąż. Pan X to Paweł Żuchowski, ten gość z filmu poniżej i ten sam, który serwuje mi te wszystkie teksty, które potem cytuję na blogu.

Miłego oglądania. I tak, ta „pani” na filmie rzucająca czerwonym kółkiem jak ofiara losu, to ja.

 

I jak? Widzisz podobieństwo?

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.