Serendipity w Nowym Jorku

– Nigdy nie zrozumiem fenomenu niektórych amerykańskich „biznesów” – rzekł Pan X, kiedy siadaliśmy w słynnej kawiarni przy 60 ulicy na Manhattanie, która nazywa się Serendipity. Zanim zajęliśmy miejsca, pan którego zadaniem jest  zaprowadzenie gości do wolnego stolika, wygłosił (zapewne stałą) formułkę.
– Widzieliście film „Serendipity”?
– Widzieliśmy – odparliśmy.
– Zatem to jest TEN stolik. ONI przy nim siedzieli – oświadczył z wystudiowanym uśmiechem – To MAGICZNY stolik! – dodał i poszedł na dół.

Stolik znajdował się na pierwszym piętrze kawiarni, która ma dwa poziomy.  Pan X przewrócił oczami. Doceniam jednak fakt, że zgodził się łaskawie przyjść ze mną do Serendipity. Nie bardzo mu się chciało, ponieważ kiedyś już próbowaliśmy tu wypić kawę, ale nie było wolnych stolików. Już wówczas Pan X stwierdził, że pewnie „to będzie jakaś kicha”. Tym razem jednak mieliśmy szczęście. Nie było tłoku a na dodatek dostaliśmy stolik z filmu! 😉

Komedia romantyczna, którą w Polsce pokazywano pod tytułem „Igraszki Losu” z Kate Beckinsale i Johnem Cusackiem została wyświetlona już chyba przez wszystkie możliwe telewizje. Kto ją widział, ten być może pamięta scenę, gdy bohaterowie siedzą sobie w kawiarni, popijając mrożoną czekoladę. Kiedy ostatni raz natrafiłam na ten film na jednym z kanałów uznałam, że wypadałoby w końcu  zajrzeć do tego przybytku. Słowo się rzekło. Siedzieliśmy w Serendipity w Nowym Jorku.

– W Polsce taki biznes nie miałby racji bytu – rzekł Pan X rozglądając się dookoła. Rzeczywiście. Brudne okna, odrapane krzesła i stoliki. Do tego stara posadzka z maleńkiej kostki, takiej, jaką kiedyś w dawnych czasach, układano w publicznych toaletach, np. na dworcach PKP.

Być może ktoś by powiedział, że to miejsce z duszą. Dla mnie jednak kawiarnia, znana z tego, że zaglądają do niej gwiazdy i celebryci była niczym innym jak lokalem, w który się po prostu nie inwestuje, bo … ludzie i tak przyjdą. Nasz „magiczny” stolik stał przy ścianie, na której znajdowało się coś, co przypominało kominek. Na owym „kominku” stała z kolei wielka głowa, z której wyrastały jakieś krzaczory (zdjęcie poniżej). Uczciwie mówiąc, głowie i kominkowi przydałoby się porządne szorowanie…

Być może sukces tej restauracji (bo oficjalnie to restauracja, choć mi bardziej przypomina kawiarnię) ma związek z menu. Trudno mi jednak wypowiadać się w tej kwestii, ponieważ wypiliśmy tylko kawę i zjedliśmy ciasto (było nawet niezłe). No ale – jak to mówią – jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Poniżej zdjęcie, które znalazłam w internecie. Jest to scena z filmu „Serendipity”. Bohaterowie siedzą przy „magicznym” stoliku. W rzeczywistości to nie ten sam stolik. Nasz miał ciemny blat.