Sea World. W Orlando.

Park Rozrywki Sea World to jedno z tych miejsc, o których mówi się, że trzeba lub co najmniej wypada zaliczyć w czasie pobytu na Florydzie. Wstęp trochę boli (80 dolarów) ale skoro wszyscy mówią, że TRZEBA to trzeba. Teren parku jest olbrzymi i jest to wyprawa na cały dzień albo i dwa (bilet upoważnia do dwóch wizyt w ciągu siedmiu dni).

Zanim napiszę jakich można spodziewać się atrakcji i co robić przez cały dzień w Sea World, to na początek mała dygresja. Otóż, nim wyjechałam do Stanów, wydawało mi się, że Ameryka to taki kraj, gdzie wszystko jest lepsze, bardziej wypasione, bardziej kolorowe i bardziej błyszczące. W ciągu dwóch lat zrewidowałam nieco poglądy w tej kwestii. Do Sea World szłam jednak z takim właśnie nastawieniem. Że będzie wypas, i to przez duże W. Możemy przyjąć, iż było duże W ale w sensie, że obiekt był wielki. Nie było takiego wypasu jakiego oczekiwałam. Z prostego powodu. Sea World zbudowano 38 lat temu. Ząb czasu daje tu znak o sobie. Nie chodzi o to, że wszystko jest stare. Bo nie jest. Widać, że odbywają się tu remonty i modernizacje. Jednak wiele budynków ma starawe, wyblakłe elewacje, farba nie jest już świeża a część pomieszczeń wymaga liftingu natychmiast.

Na początku byliśmy oczywiście (Pan X i ja) oszołomieni. Zaraz po przekroczeniu bram tego przybytku poraża machina organizacyjna – mapki, pamiątki, schowki na torby, bary i kafejki, wszystko na miejscu. W oczy rzuca się od razu olbrzymi rollercoaster, z którego dobiega krzyk przerażonych ludzi. Rollercoaster jest jak najbardziej w porządku, wydaje się być nowy, ładnie odmalowany, fotele też ok. Nawet Pan X dał się namówić, choć gdy tylko ”karuzela” ruszyła chciał natychmiast wysiadać. Nie było jednak takiej opcji. Musiał zaliczyć te wszystkie obroty, jazdę do góry nogami i spadanie głową w dół ( w sumie można odbyć trzy przejażdżki różnego typu).

Ale wracając do parku. Im dłużej błąkaliśmy się po Sea World, tym częściej zauważaliśmy, że czas zrobił tu już swoje. Że to nie jest takie tip top. Że to ma prawie 40 lat. Nie chcę nikogo zniechęcać, bo oczywiście można tu fajnie spędzić czas. Bez wątpienia. Chcę tylko zaznaczyć, że nie jest to tak bajkowe jak w reklamówce.

Nam najbardziej podobały się dwa pokazy. Jeden z udziałem delfinów, drugi z udziałem orek. Ten pierwszy był o tyle fajniejszy, iż delfiny pływały w basenie razem z trenerami. Naprawdę robi to wrażenie, gdy dziewczyna sunie po wodzie stojąc na grzbietach dwóch delfinów.

Z orkami tak nie było. Orki były w basenie same. Nie bez powodu. Być może słyszeliście, że rok temu orka zabiła swoją trenerkę. Stało się to podczas pokazu, na oczach widowni, właśnie w tym parku, w Orlando. Od tego czasu nie ma już takich zabaw. Mimo to i tak pokaz jest widowiskowy, bo orki są ogromne, poza tym nieźle chlapią. Ludzie siedzący w kilku pierwszych rzędach wychodzą mokrzy od stóp do głów. Nam się udało. Chlapało do rzędu przed nami;)

Co jeszcze robi się w Sea World? Można zaliczyć pokaz z udziałem artystów akrobatów – takie trwające kwadrans przedstawienie : skaczą, robią salta, szpagaty, fikołki i inne numery. Można pooglądać sobie akwaria z rybami, rekinami, pawilon z pingwinami, można popatrzeć na egzotyczne ptaki i kwiaty, których nie brakuje na terenie parku. Można też poobserwować z góry na to co na dole, ze specjalnej wieży. I w końcu można sobie coś zjeść. Barów nie brakuje;)