Georgetown Waterfront

Moim rodzinnym miastem jest Szczecin. Niemal za każdym razem, gdy Pan X i ja wychodzimy na spacer nad Potomac w Waszyngtonie, zastanawiamy się dlaczego TAK nie może być w Szczecinie. Tutaj, w dzielnicy Georgetown przy nabrzeżu cumują jachty a ich właściciele wprost z pokładów schodzą do restauracji i kawiarnianych ogródków, w których popołudniami i w weekendy przesiaduje  też „pół Waszyngtonu”. Tu na spacery przychodzą rodziny z dziećmi i pary na randki. Tu można pojeść owoców morza, napić się wina czy piwa albo umówić się na pogaduchy, spędzając długie godziny na jednej z ławek z widokiem na rzekę. Można rozłożyć się też na kocu z własnym prowiantem, bo trawy do leżenia nie brakuje.

W moim rodzinnym Szczecinie wzdłuż Odry przy Wałach Chrobrego (czyli tam, gdzie można by zrobić coś na kształt Georgetown Waterfront w Waszyngtonie) biegnie droga, po której mkną samochody i tramwaje. Od lat w mieście „dyskutuje się” na ten temat. Że trzeba tę część Szczecina zmienić. Ale to tylko takie paplanie, bicie piany, z którego nic nie wynika.

Zobaczcie jak wygląda sobotnie popołudnie nad Potomakiem w Waszyngtonie przy Georgetown Waterfront. Zapewne są w Polsce miasta, gdzie przestrzeń nad wodą zorganizowano w podobny sposób. Marzy mi się coś takiego w moim rodzinnym Szczecinie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest