To niby wyświechtany banał, ale faceci naprawdę MUSZĄ czasami poszaleć jak dzieci.
Pan X i ja jedziemy na dyniową farmę. Jest niedziela, farma jest potężnym biznesem z parkingiem na setki samochodów. I setki samochodów na tym parkingu stoją, bo zjechały tu całe rodziny.

Jedna dynia większa od drugiej, kształt taki, kształt siaki. Dzieci (nie faceci) piszczą, biegając od dyni do dyni. Przy wejściu leżą bowiem setki owoców na sprzedaż. Nic tylko kupować. Najlepiej w dużych ilościach. (Przeczytałam w necie, że dynia jestem owocem. Naprawdę?????)
Efekt jest piorunujący.  Natychmiast wyciągam aparat i zaczynam fotografować. A co robi Pan X? Pan X zobaczywszy największy okaz, biegnie do niego i go  podnosi… I cieszy się oczywiście jak nie powiem kto. Albo powiem. Jak dziecko. To nic, że uwalił się przy okazji tą dynią jak przedszkolak, bo miała przeciek. To nic, że niemal się wywalił a potem zgiął w pół, bo dynia jest tak ciężka.

Pan X nie przejmuje się. Najważniejsza jest zabawa i fota oczywiście. Ja cykam, on chwieje się na nogach z tą dynią i mnie pogania, bo już nie daje rady. Chwilę później kilk, klik i zdjęcie jest już na fejsie. I zabawa trwa dalej, tym razem w wirtualnym świecie:)

Potem bierzemy taczkę i ruszamy w głąb farmy. Zrywamy trochę jabłek, bo są tu też jabłka, bierzemy też oczywiście dynie. Ale po jakimś czasie Pan X wyraźnie zaczyna się nudzić. Jak dziecko. Więc co robi? Każe mi wsiadać na taczkę. To wsiadam. Boże jak niewygodnie… Ale to nic. I tak było fajnie:)

 

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.