Ludzie robią różne rzeczy na lotnisku. Czytają, oglądają filmy na iPadach albo laptopach, śpią, gapią się na innych albo na to, co inni mają na wyświetlaczach komputerów. Ostatnio siedziałam z laptopem na kolanach przy bramce zwanej gejtem. To nic, że było bardzo dużo wolnych miejsc i nikt nie musiał nikomu wisieć nad głową. Ona wybrała miejsce obok mnie. Była w zaawansowanym wieku – myślę, że w przedziale 80-90 lat – i patrzyła perfidnie na to, co robię. Przysięgam (!), że nic zdrożnego.

O ile nie była w stanie zrozumieć co piszę (bo po polsku), to najwyraźniej zafascynowała ją obróbka zdjęć. Trochę peszyła się, gdy nasze oczy chwilami się krzyżowały, jednak nie potrafiła się powstrzymać. Musiała patrzeć na ekran. To było silniejsze. W związku z tym, że nie obrabiałam komputerowo gołego faceta czy czegoś w tym stylu, to pozwoliłam na to bezczelne szpiegowanie. Nawet mnie to bawiło, że trafiła mi się babcia-podglądaczka.

Pan X poszedł w tym czasie przejść się po lotnisku, bo stwierdził, że zeświruje od bezczynnego siedzenia i zacznie ćwiczyć jogę. Nie żeby kiedykolwiek w życiu ćwiczył. Po prostu nie mógł już dłużej patrzeć na faceta, który położył się na podłodze i robił brzuszki, pompki, skłony i inne wygibasy. Nie chcę pisać, że Amerykanie są crazy, bo nawet nie wiem czy ten gość był Amerykaninem ale tego typu akcje pt. „fitness w oczekiwaniu na samolot” widziałam już wcześniej i tylko w USA.

Wakacje za pasem i być może niektórzy z Was wybiorą się do Ameryki. Jakby co WELCOME. W każdym razie, jeśli przylecicie z Europy do Waszyngtonu na lotnisko Dulles International Airport i wysiądziecie z samolotu, traficie po krótkim spacerku do swoistego pojazdu-dziwoląga. Do tego czegoś wsiada się jak do rękawa z przegubem. W środku są długie siedzenia, takie na cały pojazd i na wiele osób a nie krótkie, dwuosobowe. Gdy już się wsiądzie, to coś zrobi puf! puf! puf!, obniży wysokość a następnie zawiezie do hali gdzie urzędują mili państwo (daj Boże). Państwo sprawdzą papierki, wypytają po co się przyjechało, na jak długo, ile ma się pieniędzy i gdzie się zamierza spać. No. Wtedy będzie może spokojnie odebrać walizeczki i zapewnić pana celnika, że w ogóle nie ma się ani jednej kiełbasy. Pamiętajcie, jesteście Polakami i mogą Was spytać KIELBASA? Lepiej nie zabierać ze sobą krakowskiej suchej, bo przy braku szczęścia można dostać kilkaset dolców kary i trafić na czarną listę. Nie opyla się.

A teraz konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy, po co w tych pojazdach-dziwolągach są te „kominy”?

 

 

 

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.