Jazda taksówką po Nowym Jorku

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie historia, którą opowiedział mi Pan X w czasie naszej ostatniej podróży do Nowego Jorku. Jechaliśmy samochodem z Waszyngtonu, z daleka wyłaniał się już Manhattan a Pan X rzekł nagle znad kierownicy : musisz to opisać na blogu! Po czym streścił mi to, co wydarzyło się, gdy był w Nowym Jorku sam, beze mnie. Historia jest bardzo ciekawa i pokazuje pewien mechanizm, o którym ludzie spoza Nowego Jorku niekoniecznie muszą wiedzieć, o turystach nie wspominając. Jeśli więc chcesz wiedzieć jak nie dać się wykiwać, to przeczytaj jak może wyglądać jazda taksówką po Nowym Jorku.

Manhattan, pora szczytu, wszyscy wracają z pracy do domu

Pan X z dwójką znajomych mieszkających w Nowym Jorku próbują złapać taksówkę, żeby wspólnie pojechać na Brooklyn. Kiedy w końcu udaje się jakąś zatrzymać, znajomi otwierają bagażnik i wkładają do niego swoje torby.
-Dokąd chcecie jechać? – pyta taksówkarz.
Znajomi nie odpowiadają, tylko szybko wskakują do samochodu. Pan X również. Kiedy wszyscy są już w środku znajoma rzuca:
-Na Brooklyn.



Taksówkarz każe wszystkim wysiadać. Mówi, że nie może jechać na Brooklyn, gdyż musi komuś pilnie dostarczyć walizkę i Brooklyn mu nie po drodze. W bagażniku rzeczywiście leży walizka.
-To kłamstwo – irytuje się znajoma argumentując, że walizka jest pusta i stanowi jedynie wykręt. Tak się składa, że gdy wkładała do bagażnika swoje rzeczy, musiała walizkę przesunąć. Walizka była pusta.
-Naprawdę muszę dostarczyć tę walizkę, to pilna sprawa, musicie wysiąść – upiera się taksówkarz.
-Proszę jechać, albo robię zdjęcie identyfikatora i składam skargę – odgraża się znajoma.
Taksówkarz wykrzykując coś pod nosem rusza i zawozi niemile widzianych pasażerów na Brooklyn.

O co chodzi z jazdą taksówką po Nowym Jorku? W czym rzecz?

W tym, że nie wszyscy taksówkarze mają ochotę jeździć na Brooklyn. Zwłaszcza w godzinach szczytu. Wolą w tym czasie zrobić kilka kursów po Manhattanie dlatego, że na Brooklynie mogą po prostu utknąć. W godzinach powrotów z pracy do domu, ludzie raczej wyjeżdżają z Manhattanu, niż na Manhattan jadą. Dlatego kierowca taksówki, którą jechali znajomi z Panem X wozi ze sobą walizkę żeby wciskać bajeczkę o jej dostarczeniu pasażerom chcącym jechać tam, gdzie on nie ma ochoty.

I w tym miejscu wracamy do momentu, gdy taksówkarz opuścił szybę i spytał:
-Dokąd chcecie jechać?
Odpowiedz nie padła do chwili, gdy wszyscy siedzieli już w aucie. Zasada jest bowiem taka, że jak już siedzisz w taksówce, to kierowca musi Cię zawieźć pod wskazany adres. Jeśli negocjujesz z nim przez szybę stojąc na chodniku, to Ci zwyczajnie odjedzie sprzed nosa. Teraz, gdy piszę te słowa, uświadamiam sobie, iż rzeczywiście, za każdym razem, gdy korzystaliśmy z taksówki w Nowym Jorku, kierowca najpierw wychylał się pytając o adres. Zdarzyło się, że powiedział „nie” i sobie jechał. Ale o tym, że trzeba wsiadać a dopiero potem mówić dokąd chce się jechać dowiedziałam się od ludzi, którzy na co dzień żyją w Nowym Jorku.

Jazda taksówką po Nowym Jorku

Na ulicach Wielkiego Jabłka można spotkać dwa kolory taksówek : żółte i jasnozielone. Kierowcy żółtych taksówek mogą zabierać pasażerów ze wszystkich pięciu dzielnic Nowego Jorku. Zielone, wprowadzone w 2013 roku mają ograniczenia, zwłaszcza na Manhattanie. Kierowcy żółtych taksówek, których najwięcej jest na Manhattanie poruszają się po Nowym Jorku na podstawie licencji, której symbolem jest kawałek blachy z numerem pozwolenia zwanym medalionem.

Jeszcze kilka lat temu medalion był warty aż milion dolarów

Dlaczego aż tyle? Ponieważ Nowy Jork od wielu lat nie przyznaje nowych licencji na taksówki. Obowiązuje bowiem zasada zgodnie, z którą medalion można jedynie odkupić od kogoś, kto przestaje jeździć taksówką i odsprzedaje swoją licencję. Czytałam w ostatnich miesiącach w amerykańskiej prasie wiele artykułów o nowojorskich taksówkarzach, którzy bankrutowali a nawet popełniali samobójstwa dlatego, że inwestycje w medaliony okazywały się niewypałem i doprowadzały ich do utraty wszystkiego, gdyż, rynek przewozów w Nowym Jorku po prostu się zmienił. Pojawiły się prywatne limuzyny, którymi przejazdy kosztują niewiele więcej niż taksówką, jest też Uber. Konkurencja na rynku  jest więc ogromna i taksówkowy biznes nie jest już tak opłacalny jak kiedyś.

Jeszcze kilka lat temu ludzie zadłużali się, brali kredyty, po to, by odkupić od kogoś medalion za kilkaset tysięcy dolarów a nawet więcej niż milion. Traktowano to jako inwestycję. Odsprzedanie medalionu z zyskiem miało gwarantować spokojną emeryturą. Ale te czasy już się skończyły. Obecnie nowojorskie medaliony sprzedawane są – według amerykańskiej prasy – za mniej niż 200 tysięcy dolarów.

Taksówki i metro to dla mieszkańców Manhattanu podstawowy środek transportu. O tym dlaczego tylko niewielka liczba osób mieszkających na Manhattanie posiada własny samochód napisałam już kiedyś na blogu. Jeśli masz ochotę przeczytać oraz sprawdzić jak „przyjemnie” jeździ mi się zazwyczaj taksówkami po NYC, to polecam ten tekst :

Żółta nowojorska taksówka

P.S. Jeśli lubisz czytać moje posty, to zapisz się na mój newsletter. Przypomnę Ci co kilkanaście dni o nowych wpisach na blogu a także napiszę coś od siebie. Coś, o czym nie piszę na blogu. Będzie mi miło jeśli dołączysz do grona czytelników newslettera. Formularz zapisu znajduje się poniżej. 

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.