Biedronka w Nowym Jorku

Nie mogę powiedzieć żeby Greenpoint był moją ulubioną częścią Nowego Jorku. Bywam tam tylko po to, by zajrzeć do sklepów z polską żywnością. Nie da się bowiem żyć w Stanach bez polskiego majonezu, polskich ogórków konserwowych czy kiszonych, twarogu, wędlin, słodyczy i jeszcze kilku innych rzeczy (Pan X dorzuciłby natychmiast kabanosy, kiełbasę i wodę Żywiec o smaku cytrynowym). W polskim sklepie pod Waszyngtonem zdzierstwo jest straszne. Człowiek nie ma jednak wyboru, więc płaci i cierpi. Na Greenpoincie jest zdecydowanie taniej, więc korzystam z okazji, jeśli tylko mogę.


Polskie sklepy – jak to w biznesie bywa – radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. Jedne prosperują, drugie plajtują. Jakiś czas temu zwinęła się z Greenpointu „żabka”, która działała przy Manhattan Avenue. Po sklepie został szyld z charakterystyczną ropuchą (może bardziej pasowałoby napisać ropuszką). W każdym razie „Biedronka”, która znajduje się na tej samej ulicy, kilkanaście, no może kilkadziesiąt kroków dalej, trzyma rękę na pulsie;)

 

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest