Gdy amerykański policjant stanie na Twojej drodze

-Jak się masz?
-Dobrze dziękuje. Jak pan się ma?
-Dobrze, dzięki. Skąd jesteś?
-Z Polski.
-Oooo, to strasznie daleka podróż!
Stoimy w rejonie Pentagonu, tuż przy tablicy upamiętagniającej ludzi, którzy zginęli w zamachu z 11 września. Ja trzymam w ręku aparat fotograficzny i robię zdjęcia. On trzyma w dłoni półautomatyczną, długą broń. Jest bardzo miły i przyjaźnie nastawiony. Jest policjantem i rozpoczyna ze mną pogawędkę, która może być wszystkim : sprawdzaniem kim jestem i co tutaj robię albo po prostu sposobem na wolno płynący czas podczas służby w miejscu, w którym akurat w tym momencie nic się nie dzieje.
Policja jest jak wiadomo formacją, która potrafi wzbudzać skrajne emocje. Nie mam z Polski złych doświadczeń. Były w życiu ze dwa, może trzy mandaty za przekroczenie prędkości (słuszne, bo złamałam przepis), było pouczenie za rozmawianie przez telefon (naprawdę miło, że nie skończyło się mandatem). Ogólnie wszystko w porządku, choć mogłoby być mniej protekcjonalnie. Nie chcę wdawać się w dyskusję typu, że gdzieś policja jest lepsza czy gorsza, lecz napisać o tym, jak wielką rolę w tego typu kontaktach odgrywa OGÓLNA mentalności ludzi żyjących w danym kraju, niezależnie od wykonywanego zawodu.
– Tak, to długi lot – mówię do policjanta przed Pentagonem wyjaśniając przy okazji, że mieszkam w USA od kilku lat i nie przyleciałam w ostatnich dniach.
-Podoba ci się? – pyta jak niemal każdy Amerykanin.
Prowadzimy sobie kurtuazyjną pogawędkę, o tym, że już czuć jesień w powietrzu, że on nie lubi zimy a ja lubię, bo kocham narty, więc on na to, że słabo jeździ i jest mistrzem upadków.
-Musi pan więcej ćwiczyć – żartuję a policjant śmiejąc się przyznaje mi rację.
Nie wiem czy celem tej rozmowy jest sondowanie mojego imigracyjnego statusu. Przychodzi mi to oczywiście do głowy. Być może, gdybym nie podjęła rozmowy a chciała jak najszybciej ulotnić się, byłoby to dla policjanta podejrzane. Ale on nie zadaje mi pytań typu, ile jestem lat w USA, co robię, jak i gdzie. Nie chce żadnych dokumentów. Po prostu rozmawiamy.
Amerykanie są ZAZWYCZAJ bardzo pogodni, mili i przyjaźnie nastawieni. Policjanci w Ameryce są więc również ZAZWYCZAJ tacy sami : mili i przyjaźnie nastawieni (pod warunkiem oczywiście, że nie łamiesz prawa). Jeśli podejdziesz, zapytasz o coś, bo na przykład jesteś w obcym mieście i czegoś nie wiesz, to policjant Ci po prostu odpowie, bez służbowego tonu, życząc miłego dnia. Kiedy miniesz go na ulicy a wasz wzrok się skrzyżuje, to nie zrobi groźnej miny, tylko najczęściej kiwnie głową i powie  albo „Hi” albo „How are you?”.  Czyli zachowa się dokładnie tak samo jak większość Amerykanów mijanych na ulicy.
-Hej kolego, chcesz tutaj zdjęcie? – pyta policjant pod Pentagonem mojego czteroletniego syna kręcącego się przy radiowozie. Dziecko staje natychmiast przy samochodzie i robi „cheeeeeese” do fotki (z tej amerykańskiej umiejętności nie jestem akurat zadowolona, bo zdjęcia z „seeeerem” wychodzą po prostu głupio).
Jeśli pojedziesz do Nowego Jorku i wybierzesz się na Times Square, to natychmiast obskoczą Cię Miki, Donald, Elmo czy kowboj w gatkach. Zechcesz mieć z nimi zdjęcie, to musisz wyciągnąć z portfela chociaż dolara. Jeśli zapragniesz mieć zdjęcie z nowojorskim policjantem, to stanie z Tobą do zdjęcia bez żadnego problemu i oczywiście nawet nie myśl o jakimkolwiek płaceniu, bo dopiero wtedy możesz mieć kłopoty. Policjanci w USA są nastawieni do turystów przyjaźnie a ci, którzy pełnią służbę na Times Square są po prostu przyzwyczajeni do przyjezdnych proszących o wspólne fotki. Dla nich to normalka (ale nie wszędzie tak jest, pod Białym Domem na żadne wspólne zdjęcia nie licz).

Nie, nie będę pisać samych achów i ochów. Jeśli złamiesz przepis na drodze i policjant wlepi Ci mandat, to za choinkę nie wiesz od razu, ile Cię to będzie kosztować. Musisz sobie sprawdzić w internecie, policjant Ci nie powie. Masz dwie opcje : możesz online zapłacić, przyznając się jednocześnie do winy, albo stawić się w sądzie w wyznaczonym dniu. Policjant wypisując druk z mandatem od razu, na miejscu napisze Ci datę i godzinę rozprawy w sądzie (za kilka tygodni), podczas której zostanie rozpatrzona Twoja sprawa. Jeśli uważasz, że mandat jest niesłuszny, próbuj dochodzić swoich praw. Ale jeśli wiesz, że to Twoja wina, to strata czasu, sędzia nie będzie się nad Tobą litował. Szkoda zachodu. Bo trzeba stawić się w sądzie w stanie, na terenie którego doszło do wykroczenia. Dość kłopotliwe, gdy zdarza się to kilkaset kilometrów od domu (czy hotelu, w którym przebywasz).

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest