Czy warto zobaczyć dom Elvisa Presley’a?

Nie musisz być fanką/fanem Elvisa Presley’a żeby mieć ochotę przenieść się kilkadziesiąt lat wstecz i zobaczyć jak żył i mieszkał Król Rock’n Rolla. Wycieczka po Graceland, czyli posiadłości w Memphis, którą Elvis kupił jako 22-latek za sto tysięcy dolarów, nie jest wyłącznie atrakcją dla ludzi zakochanych w jego muzyce i zafascynowanych nim samym. Jest także dla tych, których ciekawi jak wyglądało życie największej światowej gwiazdy sceny i ekranu tamtych lat.
Poniżej napiszę Ci jak przebiegała wycieczka, na którą być może kiedyś wybierzesz się, wycieczka, którą ja sama chciałam odbyć od bardzo dawna, a którą udało mi się w końcu zrealizować, przy okazji 40 rocznicy śmierci Elvisa. Zatem do dzieła.

Graceland jest posiadłością z rezydencją położoną na ponad pięciu hektarach terenu. Elvis Presley kupił tę nieruchomość w 1957 roku i mieszkał tam do śmierci, czyli do sierpnia 1977 roku. Od strony ulicy otacza ją kamienny mur, cały w podpisach ludzi z całego świata, którzy piszą na nim swoje imiona, miasta bądź państwa, z których pochodzą albo po prostu „I love you Elvis.” Sama też zostawiłam na murze polski ślad.

Willa stała się atrakcją turystyczną w 1982 roku, kiedy to otwarto ją dla zwiedzających, po przekształcaniu w dom-muzeum. Od wiosny 2017 roku po przeciwnej stronie ulicy działa również wielki kompleks, w którym mieszczą się wystawy z pamiątkami po Elvisie takimi jak jego samochody, łodzie, kostiumy sceniczne plus oczywiście sklepy z pamiątkami oraz restauracja a raczej bar typu fast food. To właśnie w kompleksie rozpoczyna się wycieczka, tam mieszczą się kasy biletowe. Jeśli przyjedziesz do Graceland samochodem, zapłacisz jeszcze 10 dolarów za parking.

Pierwszą decyzją jaką musisz podjąć to rodzaj wejściówki. Czy chcesz kupić ekskluzywny bilet VIP za 159 dolarów? Bilet VIP, ale okrojony za 94 dolary, czy może chcesz zwiedzić dom Elvisa plus wystawy w nowym kompleksie za 57$, albo sam dom za 39$? Jeśli dodatkowo zapragniesz zobaczyć samoloty króla, to musisz dorzucić kolejne 5 dolarów. Tylko pierwsza opcja jest pełna, razem z samolotami. Pan X i ja wybraliśmy opcję numer 3, czyli bilety za 57 dolarów od osoby plus samoloty. Nasz czteroletni syn zwiedzał za darmo, bo dzieci do szóstego roku życia nie płacą, natomiast dzieci w wieku szkolnym i młodzież mają zniżki.

Kiedy mamy już bilet w ręku, idziemy do kina. Jest to pierwszy etap wycieczki. Film trwa kilkanaście minut i pokazuje archiwalne zdjęcia i nagrania z Elvisem w roli głównej. Takie seanse są w USA standardowym punktem większości wycieczek i służą do rozładowywania kolejek. Po obejrzeniu filmu udajemy się do autobusu razem z iPadem i słuchawkami, które dostajemy po wyjściu z kina. Zanim wsiądziemy do środka, stajemy i pozujemy, ponieważ wszystkim gościom robione są zdjęcia, które są gotowe do odbioru po zwiedzeniu domu Elvisa. Nie ma obowiązku kupowania. My nie kupowaliśmy fotki za ponad 30 dolarów z jakimś elvisowym tłem podłożonym w programie do obróbki.

Tak jak pisałam wcześniej, nowo otwarty kompleks oraz posiadłość znajdują się po przeciwnych stronach ulicy. Autobus zawozi nas na drugą stronę a my w międzyczasie uruchamiamy iPada. Do wyboru, oprócz angielskiego jest kilka innych języków, między innymi hiszpański, niemiecki, włoski. Polskiego nie ma. Autobus zatrzymuje się przed samym wejściem do domu Elvisa Presley’a. Jest czas żeby zrobić kilka zdjęć.

Wchodzimy do środka i zaczynamy zwiedzanie z iPadem. Nie ma przewodnika. Wszelkie informacje płyną przez słuchawki. Nie znam się na tym od strony technicznej, w każdym razie wygląda to tak, że iPad uruchamia się samoczynnie. Za każdym razem, gdy zbliżamy się w kierunku danego pomieszczenia, lektor rozpoczyna opowieść. Pierwszym pokojem, który mamy okazję zobaczyć jest living room Elvisa. Naturalnie nie można wejść do środka. Stoimy w holu i patrzymy przez odgradzający sznur.

Następnie głos z iPada (aktor John Stamos znany w Polsce z serialu Pełna Chata) kieruje nas do znajdującej się obok jadalni, w której -jak widać na dołączonych zdjęciach – stół jest przygotowany do posiłku. Tuż za jadalnią znajduje się też kuchnia.

Następna w kolejności jest sypialnia. Ale nie jest to sypialnia Elvisa, jest to pokój, z którego korzystali rodzice piosenkarza. Sypialni króla nie oglądamy, ponieważ można zwiedzać jedynie parter oraz zaadaptowaną piwnicę. Wstępu na górę nie ma.

Następnie iPad każe nam iść do piwnicy. Oglądamy tam dwa pomieszczenia. Pokój telewizyjno-barowy, z trzema odbiornikami TV a także pokój do gry w bilarda, który jest w całości, łącznie z sufitem obity materiałem.

Wracamy na górę. Ostatnim pokojem, który oglądamy w domu jest tzw. jungle room urządzony w klimacie jak nazwa wskazuje, czyli dżungla. Lektor informuje nas w jaki sposób Elvis spędzał czas w każdym pokoju a jego opowieść przeplatana jest również wypowiedziami córki artysty Lisy Marie oraz byłej żony Priscilli Presley. Priscilla była jedną z wykonawczyń testamentu Elvisa, i to dzięki niej dom można zwiedzać, bowiem doprowadziła do przekształcenia rezydencji w muzeum.

Wychodzimy na zewnątrz. Udajemy się do pobliskiego, niewielkiego murowanego domku, w którym mieściło się biuro dla sekretarek. Obok zachowano plac zabaw Lisy Marie Presley.

Po tym przystanku wracamy znów do domu, ale wchodzimy do niego od tyłu, który nie jest już tak ładny jak front. W dobudowanej części urządzono swoistą izbę pamięci, w której znajdują się osobiste rzeczy Elvisa takie jak klucze do Graceland, portfel, broń, strój ślubny czy obrazy, na których namalowany jest on, Priscilla lub sama posiadłość. Jest też zdjęcie Lisy Marie z synem Benjaminem (rocznik 1992) uderzająco podobnym do słynnego dziadka. Kończymy na sali sportowej z boiskiem do squasha.

Elvis Presley pochowany jest na terenie Graceland, choć oczywiście według teorii spiskowej, wcale nie umarł. W USA słynny był swojego czasu pewien psychiatra z Kansas, Donald Hinton, który napisał nawet książkę, dowodząc, że Elvis żyje i jest jego pacjentem… Psychiatra, w książce, która ukazała się 24 lata po śmierci piosenkarza zaprezentował jako dowód zdjęcia listów i pocztówek, które miał mu wysyłać Presley (w czasie, gdy świat myślał, że nie żyje), cytował też rzekomo prowadzone rozmowy. W wywiadzie telewizyjnym, który obejrzałam sobie niedawno na YouTube psychiatra zarzekał się, że Elvis żyje i że zeznałby to w sądzie dodając, iż nie leczyłby nikogo bez spotkania twarzą w twarz…

Po zobaczeniu miejsca pochówku Elvisa, obok którego spoczywają też jego rodzice oraz babcia (jest też tablica upamiętniająca brata bliźniaka, który urodził się martwy) oddajemy iPada i wsiadamy do autobusu. Wracamy na drugą stronę ulicy do nowego kompleksu, w którym zgromadzono rzeczy, o których wcześniej pisałam, czyli samochody, motory, kostiumy oraz czytamy historie za tym stojące. Na przykład czerwony samochód, który widać na jednym ze zdjęć poniżej, Elvis podarował swojej sekretarce… Król słynął z tego, że rozdawał współpracownikom drogie prezenty na prawo i lewo.

Na terenie kompleksu znajduje się też kino, w którym wyświetlane są filmy z Elvisem a także sklepy z pamiątkami. Można między innymi kupić sobie kostium w stylu króla. Kremowy kosztuje 2,5 tysiąca dolarów a niebieski 2600…

Ostatnim etapem wycieczki są stojące na wolnym powietrzu samoloty (dodatkowo płatne, po 5 dolarów od osoby). Do obu samolotów wchodzi się, można fotografować aczkolwiek światło jest dość kiepskie, nie wolno używać lampy błyskowej, więc zdjęcia ze środka są takie sobie.

Czy warto zobaczyć Graceland? Absolutnie! To była dla mnie naprawdę jedna z najbardziej ekscytujących wycieczek w USA. Nie jestem wielką fanką Elvisa, znam po prostu kilka hitów, kiedyś widziałam ze dwa filmy z jego udziałem. Ale fascynuje mnie to, jak bardzo fascynował ludzi i jak potrafi to robić do dziś. Zobaczenie domu, posiadłości oraz wystaw w kompleksie, zjedzenie słabego jedzenia typu fast food (innego tam nie ma a człowiek jest głodny) zajmuje w sumie kilka godzin. Ale to nie jest zmarnowany czas. Gdybym nie mieszkała dwunastu godzin jazdy samochodem od Memphis, z chęcią pojechałabym tam jeszcze raz.

Jeśli podobał Ci się wpis, napisz coś niżej w komentarzu. Będzie fajnie podyskutować o Elvisie.

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest
  • Przyznam, że chociaż nie jestem fanką Elvisa (bardziej zaliczam się do tej drugiej grupy osób ciekawych tego, jak wyglądało jego życie), to patrząc na zdjęcia z chęcią bym odwiedziła jego dom. Zwłaszcza, że nie codziennie można się spotkać z czymś takim jak utworzenie z domu gwiazdy muzeum w takim formacie.