żywność organiczna w stanach zjednoczonych

Ile w USA kosztuje żywność organiczna?

Kiedy Pan X i ja przylecieliśmy do USA latem 2009 roku, ówczesna pierwsza dama Michelle Obama była w trakcie przygotowań do ogólnokrajowej kampanii pod hasłem Let’s Move, której celem była walka z dziecięcą otyłością. Kampania wystartowała na wiosnę kolejnego roku a Michelle Obama rozpoczęła promowanie zdrowego stylu życia oraz namawiała do zmiany nawyków żywieniowych. Jednym z elementów tego programu był ogródek warzywny przy Białym Domu, który miał zachęcać Amerykanów do robienia grządek przy własnych domach a także przy szkołach i przedszkolach.
W Polsce chodziłam ze dwa razy w tygodniu na osiedlowy ryneczek i kupowałam warzywa i owoce. Miałam nawet ulubioną budę na tym rynku i właściwie zawsze chodziłam do tej samej (piszę celowo “budę” ponieważ trudno nazwać ten “sklep” inaczej). Po przyjeździe do Waszyngtonu uderzyło mnie od razu to, że stoiska z warzywami i owocami były w supermarketach malutkie. Na półkach znajdowały się – mówiąc kolokwialnie – trzy rzeczy na krzyż. Trochę jabłek, pomidorów, banany, ziemniaki i coś tam jeszcze. Ale ogólnie było z warzywami i owocami skromnie.
-Gdzie tu jest jakiś warzywniak? – pytałam znajomego Polaka, który na początku udzielił nam kilku praktycznych wskazówek.
-Tu nie ma warzywniaków.
-Jak to nie ma?
-No nie ma – odparł znajomy.
-A jakiś rynek?
Znajomy wzruszył ramionami i powiedział, że nie wie.
Kolejny Polak mieszkający w Waszyngtonie od kilku lat poradził, by po warzywa najlepiej jeździć do koreańskiego marketu. Przez kilka pierwszych lat jeździliśmy więc regularnie 20 km od domu do H Mart, ponieważ żaden inny sklep nie miał takiego stoiska z warzywami i owocami jak ten, a ceny nie były z kosmosu. W moim odczuciu, wiele zaczęło się zmieniać, gdy Michelle Obama wystartowała ze swoim programem i dużo pisało się i mówiło o tym w mediach. Nie od razu nastąpił zwrot, ale powoli warzyw i owoców było w sklepach co raz więcej a ceny też zaczęły być do przyjęcia. Pamiętam, że gdy w tamtych czasach oglądałam programy dotyczące Let’s Move czy czytałam artykuły na ten temat w prasie, argumentem Amerykanów na to, że nie jedzą warzyw lub jedzą ich tak mało było to, że warzywa są za drogie.
Organiczne czereśnie, 5,5 dolara za ten pojemnik kupiony na tzw. farmers market
Dziś, po ośmiu latach w Stanach Zjednoczonych stoiska z warzywami i owocami w marketach są według mnie o wiele lepiej zaopatrzone niż w Polsce (osiem lat temu było odwrotnie) a w całej Ameryce zapanowała moda na żywność organiczną. Wielkie sieci zwietrzyły w tym świetny interes. Osiem lat temu jeśli chciało się “organic”, to tego typu żywność proponowała przede wszystkim dość droga sieć Whole Foods (nie kupisz tam coca-coli czy słodyczy typu snickers albo chipsów popularnych marek). Teraz “organic” wprowadza nawet Walmart, gigant supermarketowy na amerykańskim rynku, słynący z niskich cen. Giant, w którym najczęściej robię zakupy, również ma swoją markę Nature’s Promise z produktami organicznymi i nie są to tylko warzywa i owoce, ale też mięso, jajka, warzywa w puszkach jak również płyny do prania, do sprzątania czyli chemia gospodarcza.
Z rynkami, na których sprzedaje się w USA świeże warzywa i owoce jest jednak zupełnie inaczej niż w Polsce, ponieważ w Polsce rynki czynne są codziennie, no może poza wyjątkiem niedzieli. W Ameryce a przynajmniej w Waszyngtonie i okolicach rynki, czyli farmers markets czynne są od wiosny do jesieni, raz w tygodniu w te same dni i w tych samych godzinach. W Waszyngtonie jest ich ponoć około dwustu. Ten najbliżej mojego domu, otwarty jest w sobotę. I nie jest to bynajmniej jakaś specjalna przestrzeń do tego przeznaczona. Po prostu w sobotę rano, na publicznym parkingu samochodowym pod gołym niebem część miejsc jest wyłączona i tam właśnie ustawiają się ze swoimi stoiskami lokalni farmerzy.
Podobnie rzecz ma się z rynkiem, który działa raz w tygodniu (w czwartki), niedaleko Białego Domu. Na kilka godzin zamykana jest niewielka ulica łącząca dwie przecznice i na niej ustawiają się farmerzy ze swoimi produktami. W czwartki na ryneczku pojawia się mnóstwo ludzi z okolicznych biur a także pracowników administracji, w białych koszulach i garniturach robiących zakupy czy po prostu poszukujących czegoś do zjedzenia na lunch.
Farmers market w pobliżu Białego Domu czynny w czwartki przez trzy godziny

Czytałam niedawno na jakimś amerykańskim portalu, że to mit, iż żywność organiczna kupowana na tego typu ryneczku jest droższa. Może w innej części Ameryki tak jest, ale na pewno nie w Waszyngtonie. Tutaj rzeczywiście ceny są zdecydowanie wyższe. Również w marketach żywność organiczna jest droższa. Ale z pewnością Amerykanów to nie odstrasza, bo stoiska z organicznymi produktami się rozrastają, jest ich co raz więcej a dzięki temu ceny są niższe niż kilka lat temu. Ciągle jednak – zwłaszcza w Waszyngtonie – ceny są wygórowane, bo nie można chyba powiedzieć, że pięć i pół dolara za niewielki pojemnik czereśni to przystępna cena? (nawet jak na amerykańskie warunki).

Jeżeli masz ochotę zobaczyć amerykański rynek czyli farmers market w Waszyngtonie w wersji video, obejrzyj film Pana X i zajrzyj tutaj.

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Ile w USA kosztuje żywność organiczna?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Parisbymoni
Gość

Swietny artykul, zawsze mnie ciekawilo jak w USA wyglada podejscie do jedzenia organicznego i czy faktycznie jest ono latwo dostepne. We Francji tez zapanowala moda na sklepy "bio", chociaz starsze pokolenie woli jednak odwiedzac tradycyjne marché. Ide czytac kolejne posty 🙂

Lidia
Gość

Dziękuję Ci bardzo:) Ameryka naprawdę jest zafiksowana na punkcie zdrowej żywności, może nie cała ale znaczna część.

Karolina Biniek
Gość

Co prawda z przerwami, jednak przeczytałam wszystkie posty od początku, które znalazły się na blogu.I chciałam powiedzieć, że są świetne,można się dowiedzieć z nich wielu ciekawych rzeczy,o niektórych wiedziałam, a inne były dla mnie zaskoczeniem. W nawiązaniu do posta o farmach, gdzie zbiera się owoce w Polsce również coraz więcej jest takich miejsc. Zaś co się tyczy straganów o jakich teraz mowa, muszę się zgodzić, że warto jest kupować w takich miejscach, sama to robię, no chyba, że wiadomo iż czegoś nie będzie na nich 😀

Z niecierpliwością czekam na kolejne posty.

Lidia
Gość

Jeszcze raz Ci bardzo dziękuję:)

Karolina Biniek
Gość

Cała przyjemność po mojej stronie. Jest miło czytać posty, które pozwalają się dowiedzieć czegoś nowego, a też obalić niekiedy niektóre stereotypy. Ciekawią mnie posty o jedzeniu (o lodach był bardzo ciekawy 😀 ). A bloga jak najbardziej czytam, zawsze czekając na nowe posty 😀

Lidia
Gość

Karolino, bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Jest mi niezmiernie miło i tego typu wpisy jak Twój, zachęcają mnie do umieszczania kolejnych, nie dlatego tylko, że baaardzo przyjemnie jest czytać dobre słowo, na temat tego, co się napisało, lecz również dlatego, iż wiem, że ktoś te wpisy naprawdę czyta. Pozdrowienia:)

Anonimowy
Gość

Bardzo lubię czytać takie wpisy o Ameryce. Bardzo dziękuję. Robisz bardzo apetyczne zdjęcia 🙂

Lidia
Gość

Dziękuję bardzo:) Zachęcam do zalogowania i założenia profilu do wpisywania komentarzy. Łatwiej i szybciej w dłuższej perspektywie;)

leszek
Gość

Lidka, bardzo ciekawe informacje i apetyczne zdjęcia. Film też już obejrzany. U nas również lubimy kupować w takim "naszym warzywniaku" – "U Pani Krysi". Pozdrawiam serdecznie, Leszek

Lidia
Gość

Dziękuję Ci Leszku:) U nas niestety brak "Pani Krysi", w Polsce była taka para, która prowadziła warzywniak na rynku. Tutaj inne realia.

wpDiscuz