O amerykańskich lodach. I o radiu.

Jest środek nocy, zgaszone światło, ona podchodzi z łyżką do lodówki. Otwiera ją, wyciąga wielki pojemnik i zaczyna wyjadać lody prosto z kubełka. Tę scenę przerobiliśmy w kinie i telewizji wielokrotnie. W realu nigdy mi się to nie zdarzyło. I chyba nie znam nikogo, kto by tak robił. To znaczy wstawał w środku nocy żeby wyjadać lody prosto z wiaderka.

Pamiętam czasy, kiedy w komunistycznej Polsce szło się w niedzielę po lody razem z termosem. Pani  w tak zwanej budce wpuszczała do termosu na przykład dwa duże i dwa małe. Termos niosło się do domu, żeby było na potem, na deser. W tamtych czasach zarzekałam się, że jak dorosnę, to będę pracować w lodziarni. Wydawało mi się, że będę kręcić ludziom lody a w międzyczasie podjadać.

No cóż, nie wylądowałam w lodziarni. Wylądowałam w radiu, gdzie kręciliśmy krążkami, na które zwijało się radiową taśmę. To było w tak zwanych analogowych czasach, gdy montaż nagrań czyli rozmów, ulicznych sond czy wypowiedzi różnych osób nagrywało się najpierw na magnetofon, następnie przegrywało w czasie rzeczywistym na radiową taśmę a potem montowało czyli wycinało wszelkie potknięcia, pomyłki zbyt długie yyyy, aaaa, eeee. Wycinanie było w sensie dosłownym, żyletką przecinało się taśmę i usuwało fragment z pomyłką. Na przykład ktoś powiedział śkoda zamiast szkoda a potem się poprawił. Tę pomyłkę czyli śkodę należało wyciąć a następnie za pomocą tak zwanej sklejki (wąziutkiej taśmy klejącej) połączyć oba kawałki radiowej taśmy w całość. I tak zdanie po zdaniu, całą wypowiedź. Im dłuższe nagranie, tym więcej było ciachania. Nie pracowałam w ten sposób zbyt długo. Nastały czasy wielkich technologicznych zmian i zaczęliśmy edytować dźwięki przy pomocy komputerów i specjalnych programów do obróbki.

Od 2009 roku jestem w Ameryce i nadal ciacham, czyli tnę, montuję, usuwam pomyłki, zbyt długie yyyy i mlaskanie (tak, tak). Ale nie mam już żyletki i sklejki oraz pudełka po kremie, w którym tak jak moje koleżanki z radia trzymałam swoje skarby do montażu. Dziś mam komputer a w nim wszystko co potrzebne do edycji dźwięku. Dziś już nie marzę o pracy w lodziarni, choć lody nadal bardzo lubię. Z tym jednak jest problem, ponieważ większość amerykańskich lodów po prostu mi nie odpowiada. Kocham słodycze lecz nawet dla mnie istnieje tak zwana granica ilości dodanego cukru.W Ameryce lody są niestety zazwyczaj jak ulep. Ostatnio fascynuję się jednak lodami, które sprzedawane są w moich rewirach, czyli w Arlington.

To lody, które robione są na oczach klienta zaraz po złożeniu zamówienia i mrożone w tym samym momencie przy pomocy ciekłego azotu. Odbywa się to tak : wybierasz smak, płacisz a chwilę później dziewczyna umieszcza w misce miksera KitchenAid potrzebne składniki. Moment później widzisz jak nad kręcącymi mieszadłami miksera unosi się charakterystyczna para pojawiająca się wtedy, gdy temperatura gwałtownie spada. Raz, dwa, trzy i lody gotowe.

Lodziarnia, o której piszę nazywa się Nicecream Factory. To jeden z przykładów małego biznesu założonego przez dwie bardzo młode kobiety. Niewielkie pomieszczenie z kilkoma stolikami i rzędem białych mikserów. Nic wielkiego. Ale ludzie tu przychodzą i wracają, w weekendy jest niemal zawsze kolejka. Ostatnio byliśmy tam z Panem X i naszym 4-letnim synem, który jak zwykle chciał czekoladowe. Niestety klasycznych czekoladowych nie było, bo smaki zmieniają się co kilka dni. Myślę, że to taka biznesowa strategia, kup dziś co jest a po czekoladowe wróć za kilka dni. Ja wybrałam ananasowe, były naprawdę świetne. I nie za słodkie.

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Comments (2)

Lidia

Maj 25, 2017 at 8:38 PM

Dziękuję Ci Leszku. Ciesz się podróżami i lodami oczywiście. Kiedyś, tak jak syn lubiłam tylko czekoladowe, teraz chętnie próbuję innych smaków. Czyli to chyba prawda, że smak z wiekiem się zmienia.

Reply

leszek

Maj 25, 2017 at 7:26 PM

Cudownie się czyta, dziękuję. W miejscu, którym teraz jestem też testuję. Zwłaszcza moje ulubione – truskawkowe i wiśniowe. Dobre tu są.

Reply

Leave a comment