O napiwkach. Raz jeszcze

-Jemu też powinniśmy dać?
-Nie wiem. Za malowanie tu się daje?
-Gdybym wiedział, to bym nie pytał.

Pan X i ja staliśmy w naszym waszyngtońskim mieszkaniu i zastanawialiśmy się co mamy zrobić, podczas gdy człowiek z puszką farby dokonywał ostatnich poprawek. Człowiek został przysłany przez menadżera budynku, bo zgodnie z regulaminem, najemcy przysługuje co kilka lat malowanie.

-To dać czy nie?
-No przecież spaprał drzwi i parapety.

“Specjalista” od malowania pociągnął wszystkie parapety oraz drzwi (do szaf też) farbą do sufitu.
-Co to do cholery jest? – ciskałam się otwierając szafę. Drzwi były nieprzyjemnie szorstkie a na palcach zostały mi białe ślady.
-Sufitówka – ocenił Pan X.

Jeszcze tego samego dnia przełożona “malarza” pocierała dłonią odnowione parapety i drzwi.
-Z moimi chłopcami jak z dziećmi, jak nie pokażesz palcem, to katastrofa – mówiła zażenowana.
“Chłopiec” tak naprawdę był dojrzałym mężczyzną po czterdziestce i przyjechał do USA za lepszym życiem z Ameryki Południowej. Podobno KTOŚ przelał farbę nie do tej puszki co trzeba (ale złośliwa gnida). Przez tego KTOSIA “malarz” musiał malować jeszcze raz.

Do napiwków, które w amerykańskich restauracjach są dobrowolnym obowiązkiem (wspominałam o tym tutaj), zdołałam przywyknąć, choć nadal nie podoba mi się, gdy kelner dolicza sobie cokolwiek sam.
Znajoma mówi tak : Jeśli mój mąż nie jest zadowolony w restauracji, to daje piętnaście procent.
-Jak to piętnaście procent, skoro nie jest zadowolony?!
-No tak to. Jak jest zadowolony to daje dwadzieścia pięć.

Napiwkowy rytuał zatacza w Ameryce co raz szersze kręgi i momentami przybiera niemal formę przymusu. Czuję się przypierana do muru, gdy u fryzjera podaję moją kartę kredytową a pani przy kasie zadaje mi pytanie wprost:
-Czy zechcesz dać napiwek fryzjerowi?

Napiwków oczekuje się też w salonach kosmetycznych, masażu czy gabinetach typu piękne dłonie, piękne stopy. Amerykanie potrafią wręczać banknoty nawet stewardesom w samolotach. Ostatnio jechałam bezpłatnym autobusem, który podstawiono pod dodatkowy parking położony kilkaset metrów od stadionu. Jakaś pani wysiadając z autobusu, odpaliła dolę kierowcy. Na lotnisku, gość, który odprawiał mi bagaż przy stanowisku, które było zorganizowane tuż przed wejściem do budynku, też coś chciał. To Ameryka, ale są momenty, że czuję się tu jak w Egipcie (choć oczywiście tylko w Egipcie mogło się to zdarzyć, że policjant wyciągnął rękę po pieniądze, po tym jak sam zaproponował, że zrobi zdjęcie na tle piramidy).

Niedawno gazeta codzienna USA Today opublikowała sondaż, z którego wynika, iż niemal 80 procent Amerykanów uważa, że zbyt wiele ludzi w tym kraju oczekuje czegoś ekstra. Amerykanów to boli, ale wręczają napiwki dalej. Bo tak jest przyjęte, bo tak wypada, bo tak trzeba.

 

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz