Makaroniki z nowojorskiej Laduree

Dziewczyna w bikini chłodziła sobie twarz i ciało spryskiwaczem do kwiatów. Pan, który też leżał na trawie, próbował wymusić ładną postawę na swoim psie. A mała spryciula, szara wiewiórka robiła co mogła, by ukraść ciastko. Podchodziła co raz bliżej, zataczała kółka, wystawiała łapki i tylko czekała na chwilę nieuwagi, żeby zwędzić makaronik.

Siedzieliśmy na trawie w Central Parku. Było ciepłe, wrześniowe przedpołudnie. Przed nami stała elegancka, papierowa torebka z równie eleganckim, papierowym pudełkiem w środku, w którym znajdowały się słynne francuskie makaroniki z cukierni Laduree. Nie mogłam nie ulec pokusie i nie spróbować kolorowych ciasteczek, skoro zewsząd płynęły ochy i achy. Fakt, nowojorska Laduree to nie paryska, ale w końcu to ta sama marka. Poza tym, panie ekspedientki w gustownych, czarnych uniformach też mówiły po francusku (na życzenie), choć była to Ameryka.

Nowojorska cukiernia Laduree znajduje się przy Madison Avenue, niedaleko Central Parku. To elegancka część Manhattanu, można nawet rzec, że snobistyczna. W każdym razie, sporo tu butików luksusowych firm odzieżowych. Laduree idealnie wpisuje się w ten klimat.

Podobno w paryskiej cukierni są stoliki i na miejscu można pojeść sobie makaroników a dodatkowo napić się kawy czy herbaty. W Nowym Jorku tak nie ma. W Nowym Jorku, na miejscu można stracić wyłącznie trochę grosza i ewentualnie potem udać się do Central Parku, by tam rozkoszować się zawartością gustownej, papierowej torebki w kolorze mięty.

Pan X był sceptyczny. Mówił, że to pewnie kolejna ściema, że znowu ulegamy i dajemy ponieść się “powiewowi luksusu”. Trudno. I tak chciałam spróbować. Poza tym, skoro wiewiórka próbowała ukraść nam makaronik, to znaczy, że musiał być równie dobry jak orzeszek. Ponadto, wiewiórka, która na co dzień hasa po Central Parku, ma już obcykane wszystkie smaki. Czyż nie? Przecież nie debiutowała w roli złodziejki przy spotkaniu z nami. Widziałam w parku kilka osób, które spacerowały z miętową torebką w dłoni. Wiewiórka zapewne znała się więc na rzeczy.

Makaroniki okazały się delikatne i natychmiast rozpływały się w ustach. Krucha skorupka, wilgotny środek, do tego kremowa masa i różne smaki. To było naprawdę niezłe. Nie dziwię się wiewiórce, że była gotowa na rozbój w biały dzień;)

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Makaroniki z nowojorskiej Laduree"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Karrie
Gość

Zawsze byłam ciekawa jak smakują 🙂

about .
Gość

Kiedyś ulepiłam macaroona, ale z tego co wiem są paryskie 😉

wpDiscuz