Jeden dzień w Filadelfii

Bejbi zarabiała na życie ucząc angielskiego w różnych zakątkach świata. Wtedy, dopiero co wróciła z Chin i trochę się bała, że niedługo umrze, bo tak jej powiedział jakiś chiński wróżbita (dzięki za taką wróżbę). Bejbi poznając ludzi pytała czy są jedynakami czy może mają rodzeństwo. Od razu wkładała do szufladki. Że najstarszy to, że środkowy tamto a najmłodszy siamto. Jedynak był z jeszcze innej bajki. Ona sama urodziła się jako ostatnia w rodzinie wielodzietnej. Dlatego była baby. Bejbi pochodziła z Filadelfii.

-Bardzo kocham moje rodzinne miasto, ale musiałam z niego uciec – powiedziała.
-Dlaczego?
-Bo w Filadelfii śmierdzi.

Zapomniałam o tej rozmowie. Aż do dziś. Szliśmy ulicami Filadelfii, wciągałam mocno powietrze.
-Śmierdzi czy nie?
-Tak samo jak wszędzie – odparł Pan X.

W internecie natrafiłam na kilka dyskusji dotyczących specyficznego zapachu w Filadelfii. Jedni pisali, że to jakieś drzewa, inni, że worki ze śmieciami. Dla mnie było jak wszędzie indziej. Czasem spaliny, czasem maliny;) Poważnie mówiąc, było normalnie. Jeśli przechodzisz koło śmieciarki, to wiadomo, że śmierdzi. Ale ogólnie mówiąc, jakiś specjalny smród nie gryzł mi nosa czy oczu. Nie szczypało. Bardziej dusiło, lecz od upału.

Wiedziałam, że chcę wejść schodami, po których biegał Rocky Balboa. Mimo, że Rocky to tylko gość z filmu. Jasne, że bardziej elegancko byłoby napisać, że korzystało się ze schodów dlatego, że szło się do galerii sztuki, która znajduje się na wzgórzu a nie dlatego, że Rocky po nich biegał. Ale prawda jest taka a nie inna. Szło się po schodach, bo Rocky biegł. Stało się przy pomniku, bo koleś z brązu to Rocky. Prężyło się przy nim muskuły, bo wszyscy prężyli. I cykało foty. A co tam. W końcu wakacje. Trzeba zrobić gest a’la Rocky. Jak nie teraz to kiedy?

*****

Przed Wami trochę fotek z Filadelfii. Miasta na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, leżącego pomiędzy Waszyngtonem a Nowym Jorkiem. Tutaj jadłam smażone pierogi z ziemniakami. Pięć sztuk. Do tego kwaśna śmietana, kukurydza z puszki i sałatka (prawie Coleslaw) oraz lemoniada cytrynowa. To chyba lepiej niż frytki i sałatka ziemniaczana? (takie były opcje do wyboru). Niestety barszczu nie mieli. Jednak czego się spodziewać, skoro interes z pierogami prowadzą zamerykanizowani Azjaci? Pierogi same w sobie nie były złe;)

Enjoy!

Ratusz czyli Philadelphia City Hall

 

 

Comcast Center. Najwyższy budynek w Filadelfii, 297 metrów

 

Kultowa rzeźba Love Roberta Indiany

 

 

Galeria sztuki i słynne schody, po których biegał Rocky
Rocky?;)

 

Rocky z brązu, tuż przy galerii
Two Liberty Place – trzeci na liście najwyższych budynków w Filadelfii, 258 metrów

 

 

 

Po lewej: One Liberty Place – drugi najwyższy budynek Filadelfii, 288 metrów. Po prawej: Mellon Center, czwarty najwyższy, 241 metrów

A na deser Rocky z filmu Rocky, słynne sceny, słynne schody i słynny temat muzyczny :

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Jeden dzień w Filadelfii"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Two Bored Men
Gość

Znajomy będący obecnie w USA relacjonuje mi, że jednak żadne amerykańskie miasto smrodem nie przebije NY. Wielkie Jabłko jego zdaniem świeże to na pewno nie jest. O Filadelfii za to wspominał, że brudna jest, ale nie śmierdząca.

Lee
Gość

Nie na tym blogu;)

Two Bored Men
Gość

no co ty, piszesz w sieci. tu nawet minuty gdzieś być nie musisz, aby o tym miejscu coś napisać 😉

Lee
Gość

Fakt, w Nowym Jorku miejscami cuchnie okropnie, zwłaszcza wieczorami, gdy wory ze śmieciami leżą na ulicach. Te rejony Filadelfii, po których się kręciłam, nie były jakoś specjalnie brudne. Ale byłam kilka godzin, za mało by ocenić jak ogólnie wygląda miasto.

Krysia
Gość

Dziękuję za temat muzyczny szczególnie 🙂 Wspomnienia!!!!

sporothrix
Gość

Normalnie, nie czuliśmy czegoś szczególnie niemiłego. NYC był śmierdzący, owszem, ale Filadelfia? Nie przypominam sobie. Było ok.

Lee
Gość

No właśnie, też odnoszę wrażenie, że w NYC bardziej śmierdzi…

sporothrix
Gość

Po schodach nie biegaliśmy, za to byliśmy w polskiej knajpce. Ale prawdziwego barszczu i tak nie było 🙂
Parę dodatkowych fotek:
http://sporothrix.wordpress.com/2009/06/22/filadelfia/
http://sporothrix.wordpress.com/2009/06/25/filadelfia-ii/

Lee
Gość

A jak Wam pachniało w Filadelfii? Było ok?

wpDiscuz