Trzęsienie ziemi. W Waszyngtonie.

To było tak – chodziłam między półkami w CVS (amerykańska sieć aptek, w której sprzedają też chemię, kosmetyki i trochę spożywki) gdy nagle ziemia zaczęła drżeć. Nie wiedziałam początkowo co się dzieje. Ale chwilkę później byłam pewna : to trzęsienie ziemi! Sklep zaczął jakby podskakiwać, ale nic nie leciało z półek. Nie było paniki ani pisku. Raczej cisza. Spojrzałam na farmaceutki, które stały bezradnie i patrzyły na siebie. Ja w mig podjęłam decyzję, że zwiewam. Że wolę być na zewnątrz niż w środku. Zaczęłam więc biec do wyjścia. Zdziwiło mnie jednak, że uciekam tylko ja a inni stoją jak zamurowani. Nikt się nie ruszał. Jakby ich wszystkich wbiło w podłogę. Albo nie rozumieli co się dzieje, albo nie byli w stanie podjąć decyzji. Jakby czekali, że ktoś podejmie ją za nich. To dość ciekawe, że ludzie często zachowują się w ten sposób. To było dokładnie tak jak wtedy, gdy na plaży w Miami Beach padło hasło ”rekin” (o czym pisałam tutaj).

Wróćmy jednak do tematu. Pan X robił w tym czasie kółko samochodem. Podbiegłam do auta i wykrzyczałam – ”Było trzęsienie ziemi! Nic nie kupiłam!”. Pan X odparł ”No właśnie, to trzęsienie!!!”. Po chwili przyznał jednak, że przeżył je nieświadomie i że myślał, iż popsuł się nam samochód:) Pan X w momencie wstrząsu siedział bowiem za kierownicą i myślał, że silnik odmawia posłuszeństwa albo coś innego i szukał już w wyobraźni warsztatu… Zatrzymał oczywiście auto żeby sprawdzić o co chodzi. Nie skojarzył jednak faktów, bo gdy wsiadł z powrotem, było już po wszystkim. Wtedy przybiegłam ja.

“Ale ci zazdroszczę, że byłaś wtedy w sklepie, i że przeżyłaś PRAWDZIWE trzęsienie ziemi” – powiedział już w aucie Pan X. “Ty też przeżyłeś” – mówię. “Ale twoje było lepsze!” – skwitował – “Ja nawet nie wiedziałem, że to trzęsienie” – dodał niemal z żalem.

Ja byłam tymczasem ciekawa co w domu. Czy coś spadło, coś się zbiło, albo nie daj Boże zawaliło! Przyznam szczerze, że nie obserwowałam wcześniej wsporników, słupów (czy jak to nazwać), podtrzymujących konstrukcję budynku. Teraz patrzyłam uważnie… i  owe słupy wydały mi się jakieś krzywe (nie na tyle jednak, by nie wejść do środka).

Ku mojej uciesze w domu wszystko było ok. Nic się ani nie zbiło, ani nie zawaliło (Lubię to!).
Wyjrzałam przez okno. Obie budowle, Kapitol oraz Monument Waszyngtona stały na swoich miejscach a pani w telewizorze informowała dodatkowo, że ludzie będą powoli wracać do budynków rządowych (ewakuowano je) oraz, że muzea do końca dnia będą już zamknięte. Ok. Moją uwagę przykuło jednak coś, co ruszało się w powietrzu w okolicach Monumentu. Z daleka wyglądało to jak mucha krążąca nad jakimś badylem… W związku z tym, że było dość ostre słońce, nie mogłam dostrzec co to takiego. Od tego czegoś odbijało się bowiem światło. Biło po oczach jak diabli. Na szczęście istnieje coś takiego jak luneta, która na dodatek jest moja, i  która jest wycelowana w Monument i Kapitol;) Zagadka szybko się więc wyjaśniła.

Okazało się, że to ”coś” to śmigłowiec, który bardzo powoli zatacza kółka nad obeliskiem. Pilot krążył najbliżej jak mógł a ktoś fotografował i dokumentował (pewnie żeby sprawdzić czy konstrukcja nie została naruszona). Niestety tak mocno zafascynował mnie ten widok i tak mocno przykleiłam się do lunety, że zanim wpadłam na pomysł by zrobić zdjęcie i pobiec po aparat, to helikopter już sobie poleciał… (drań).

Podziel się
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Trzęsienie ziemi. W Waszyngtonie."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
JB
Gość

Nie dosc, ze wtedy obelisk zostal uszkodzony to jeszcze do dnia dzisiejszego nie mozna go zwiedzac 🙁

wpDiscuz