-Czy on myśli, że jesteśmy biednymi imigrantami z Polski, dlatego trzeba nam dać trochę klusek? – spytał Pan X kiedy odpakowywaliśmy prezenty, które dostaliśmy od sąsiada z okazji zbliżających się świąt. Jeden z upominków stanowił makaron.

-No bywał u nas w domu, gotowaliśmy dla niego po polsku, chyba wie, że wystarcza nam na jedzenie – odpowiedziałam.
-Wywal. Pewnie wygrzebał to gdzieś w Marshallsie (sieć sklepów z przecenionym towarem).
-Ale to dobry makaron. Nie jest przeterminowany!
-I będziesz go jadła z tym? – dopytywał Pan X oglądając słoiczek z kupną konfiturą z jagód, która również była prezentem.
-No przecież możemy spróbować tego dżemiku skoro nam dał.
-Jasne możemy też podjeść sobie i tego, o ile wcześniej rozwalimy te skorupy – przewrócił oczami Pan X odkładając torbę z migdałami w łupinach, by zająć się czymś w papierze i czymś w kartonie.
-Ciekawe ile to przeleżało w jego szafie? – zastanawiał się chwilę później, obracając w dłoni świecę w kształcie choinki. Biała świeca była owinięta w przezroczystą folię (trochę zniszczoną).
-Mogę w sumie ją zapalić. Jest nieużywana – mówiłam.
-Wywal – rzekł krótko Pan X.

Do odpakowania został jeszcze jeden prezent. Największy.
-Wywal to natychmiast! –  Pan X instruował mnie tym razem jak jakiś Obersturmbannführer.
W kartonie, który zapewne przechodził już z rąk do rąk kilka razy, znajdował się ozdobny wieniec świąteczny. Taki do powieszenia na drzwiach.
-W sumie nie jest najbrzydszy – stwierdziłam.
-Do Koszalina z tym! – zarządził Pan X (czytaj do kosza).

Pan X, który urodził się w Polsce i w Polsce spędził większość swojego życia, zdecydowanie nie akceptował regiftingu (przynajmniej w wydaniu amerykańskiego sąsiada). Sąsiad skorzystał bowiem z okazji i prawdopodobnie pozbył się z domu zbędnych klamotów. Niestety zrobił to w taki sposób, że obdarowani (w tym przypadku my) nie mieli wątpliwości, że upominki były efektem przetrząśnięcia szafy a nie wypadu do sklepu.

Ze statystyk wynika, że ponad 80 procent Amerykanów nie ma nic przeciwko temu, by dostać prezent, który wcale nie został kupiony z myślą o nich. Rzecz w tym, że sąsiad po prostu olał kwestię podniszczonej folii, w którą była zawinięta świeca. Zignorował też fakt, że karton od wieńca się przykurzył, oraz że przezroczyste torby, w których znajdowały się kolorowy makaron i migdały w łupinach też nie wyglądały świeżo (do słoika z konfiturą nie mogę się przyczepić).

Reasumując, sąsiad nie wziął zupełnie pod uwagę tzw. etykiety, która obwiązuje w regiftingu.  A zasada (wg. amerykańskich znawców tematu) jest taka : jeśli daje się komuś coś, co samemu wcześniej się dostało, należy zrobić to tak, by obdarowany nie miał o tym pojęcia. I trzeba wysilić się przy pakowaniu. Skoro zaoszczędziło się na prezencie, nie można żałować na ładne opakowanie.

Obfitego Mikołaja! Z pierwszej ręki!;)

****

ps. Zanim opublikowałam ten tekst, dałam go do przeczytania Panu X (w końcu dużo tu o nim). Pan X poszedł natychmiast do kuchni i wrócił z konfiturą sąsiada, podstawiając mi ją pod nos.
-Przez rok jej nie ruszyłaś, może dziś zjesz? A może chcesz podarować komuś innemu? – powiedział z dziką radością.
– … (moje milczenie)
-No i napisz, że ja mu dałem piękny kosz z dobrymi, polskimi produktami, bo dbam o wizerunek Polski za granicą. Ok?
-Ok!
Pan X odmaszerował zadowolony. Po drodze wrzucił słoik do kosza.

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.