-U lala, ta truskaweczka jaka dobra!!!
Pan X wyciągał z woreczka kolejne czekoladki z różnymi nadzieniami, które kupiliśmy gdzieś po drodze, idąc wzdłuż Piątej Alei. Jedną wręczał mi, dwie brał dla siebie (dietę dawno trafił szlag).
-A ta straciatella! Holly Molly! – mówił.

Od czasu, gdy zaprzyjaźniony Pan Orzeł zrobił nam krótki wykład na temat amerykańskich odpowiedników na wyrażenia typu „kurka wodna” albo „motyla noga”, czyli grzecznych określeń  zastępujących siarczysty język w momentach wzburzenia, Pan X upodobał sobie Holly Molly. Niestety Holly Molly nie działa za dobrze w chwilach, gdy człowiekowi naprawdę skacze ciśnienie. Wtedy, polskie wyrazy, z twardymi spółgłoskami, same cisną się na język.

Mijaliśmy sklepy, objadaliśmy się kolejnymi czekoladkami, zatrzymując się co chwilę przy obłędnych wystawach świątecznych. Manhattan w grudniu naprawdę robi wielkie wrażenie. Trudno o tej porze roku nie zmarnować trochę czasu i nie powłóczyć się bez celu po ulicach Nowego Jorku. Nogi same niosą. Z resztą zobaczcie sami.

 

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie informacji od strony Ameryka i ja. Zgodę można wycofać w każdej chwili, a szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych znajdują się polityce prywatności.